Minął prawie rok. Z biegiem lat czas mija coraz szybciej i coraz mniej myślę o tym blogu. Choć zaglądam od czasu do czasu, czytam wybraną notkę i myślę, że pisanie było ze mną od zawsze. Czasem zaczynam żałować, że nie piszę jak kiedyś. Ile trafionych myśli tutaj umieściłam… Jaką pamiątkę zostawiam sobie na przyszłość… Nie piszę tego jednak dla „pomnika trwalszego niż ze spiżu” ;) A może jednak trochę tak?

Ostatni rok był bardzo intensywny. Byłam 4 razy za granicą (co staje się ostatnio tradycją): na Ukrainie we Lwowie, na Węgrzech w Egerze i okolicach, w austriackim Wiedniu i… w Izraelu. Tutaj w Ejlacie i Jerozolimie.

Oprócz tego ukończyłam ostatni semestr studiów magisterskich na UEK-u. Cóż, to była za dziwna przygoda mojego życia! Dziwna – to najwłaściwsze określenie, śmieszna przydawka, o której teraz się uczę na kolokwium z ortografii ;) Totalnie bez szczególnie sensownego wytłumaczenia, nie wiedzieć czemu… akurat ekonomia… Może dlatego, aby poznać Jego? Bo gdzie indziej byśmy się mogli tak skutecznie spotkać i poznać? Tak tłumaczę osobom, które nie wiedzą, skąd tak radykalna zmiana w kierunku mojej edukacji.

Obroniłam się w październiku. Te wszystkie plotki o problemach (i motywacji) w pisaniu pracy magisterskiej to niestety prawda. Wiedziałam, że muszę, nie wiedziałam, jak się za to zabrać… Na szczęście nastał ten stresujący dzień, kiedy obrona okazała się prawie jedynie formalnością i… zostałam Panią Magister! Chwilę wcześniej zapisałam się na… kontynuację mojego licencjatu, tym razem na UJ. I cóż… Spoglądawszy na dwie poprzednie uczelnie, czuję się oszołomiona… Myślę, że edytorstwo tutaj wymiata… pod względem nauki, powagi i przygotowania prowadzących. Tutaj są konkrety, których trzeba się nauczyć i koniec. Nie ma takiego bimbania, częstego sms-owania pod ławką, chodzenia, żeby poczytać książkę (z małymi wyjątkami). Wow.

Oprócz tego po raz kolejny odeszłam z pracy w agencji PR. Potrzebuję czegoś innego, czegoś nowego. Chcę to zakończyć i iść dalej. Dalej się uczyć, zdobywać wiedzę i więcej zarabiać. Nie zaangażowałam się również w tym roku w Sz.P., która było zbyt czasochłonna. Potrzebowałam odpoczynku. NK także póki co odpuściłam. Trochę się tam już nie realizowałam, trochę zmęczenie materiału. Zmiany, zmiany… Coraz bardziej potrzebuję spokoju.

Chodzimy na kubańską salsę! Od sierpnia. Taniec, w którym się zauroczyliśmy. Tańczymy razem w kuchni od czasu do czasu, na zajęciach razem i z innymi partnerami (rueda). Jest świetnie. Oboje lubimy chodzić na zajęcia i czujemy się tam dobrze, uczymy nowych kroków i ekscytujemy. Dziś jedziemy na weekendowy wyjazd z naszej szkoły tańca. Będziemy tam mieć mnóstwo warsztatów i integrację. Mam nadzieję, że będzie super.

W miłości dobrze, jak nigdy, choć nadal tak dobrze, jak od dwóch lat. I jestem pewna, że to jest ta miłość właściwa. Tak powinna wyglądać i taka daje mi szczęście. Chyba lepiej trafić nie mogłam ;)

Sylwestra spędziliśmy u Agi i Michała. Bardzo się cieszyłam, bo była także Ewelina i Marta. Czasy liceum i te znajomości napawają sentymentem. Jesteśmy jakby bliżej niż znajomi, którzy pojawili się później. My poznałyśmy się ponad 8 lat temu, to szmat czasu. Od początku liceum spotykamy się częściej lub rzadziej. I niech tak zostanie :)

Obecnie siedzę na wykładzie z tekstologii.

I minął kolejny rok! Kiedy, jak, gdzie? Działo się sporo.