To nie będzie zbyt długa notka, tak postanowiłam. Nie opiszę miesiąc po miesiącu wszystkiego, co się działo. Już tego nie potrzebuję. Chcę po prostu żyć. Żyć i uczyć się, zapamiętywać, CZUĆ, poznawać, odkrywać, być blisko.

kwiecień, maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień…

Jak pomyślę, jak wiele robiłam na co dzień przez ten czas, to zaczynam sama siebie podziwiać. Weźmy taki maj… codzienna praca od 9-16, dorywczo w weekendy wesela, co jakiś czas zajęcia na uczelni, Noc Książki – organizowanie wydarzeń… A do tego częste spotkania…

I powiedzcie mi, jak można tak żyć, że nie mając czasu, znajduje się go? Jak można tak rzadko odmawiać spotkań z ważną osobą, kiedy po pracy ma się ochotę już tylko zagrzebać pod kołdrą i usnąć? Nie było łatwo wszystkiego pogodzić, dlatego też pewne elementy musiały na tym ucierpieć, ale w efekcie mogę być z siebie dumna.

W sierpniu N. wyszła za mąż. Tak, N! Ta, która towarzyszyła mi już od powstania tego bloga. A ja jej świadkowałam i dobrze się bawiłam na weselu. ;-)

Teraz jest stabilnie. Jest bezpiecznie, bardzo… Ja mogę w końcu żyć, zająć się sprawami, które są dla mnie s z a n s ą, a nie zamartwiać i analizować każdą z chwil. Mam wsparcie. Mam TĘ pewność. Po raz pierwszy w życiu się nie boję! I choć teraz chciałabym jeździć i jeździć… trochę czasu brak, bo czekają wyzwania… ;-)