Wystukałam jakiś czas temu coś na szybko w Wordzie, ale było zbyt nieprzemyślane i zbyt poza kontrolą rozumu, żeby teraz publikować. Zwłaszcza, że obecnie mam bardzo mało czasu. I pewnie zdobędę się wkrótce na dłuższe dywagacje, ale jeszcze nie dziś. Może jak będzie mi się bardzo nudzić w pracy? Zobaczymy. W każdym razie nie obiecuję.

Wydawało mi się kiedyś, że czas leczy w pewien sposób – przynajmniej tak to się wszystko zwykło odbywać. A teraz co o tym sądzę? Sytuacja jest nieco inna, więc i rezultat nie może być ten sam. Byłam silna, to wiem, ale teraz czuję pewne obawy, trochę się lękam. Najbardziej tego pieprzonego facebooka. Rzygać mi się chce tym wszystkim. O ile prościej być od tego odciętym? Ale się nie da, a teraz jeszcze bardziej muszę się w niego zagłębić, bo mniej więcej na tym polega część mojej pracy – zarówno zarobkowej, jak i  tej wolontaryjnej.

Well. Minęło wiele ciekawych inicjatyw, jak moje urodziny, zlot miłośników Haśki, pierwsze integracyjne nowej grupy na studiach… Czas niesamowicie szybko leci, jak nigdy… A mimo to pojawiają się lęki, które były wcześniej bardziej uśpione.

chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem

Można by rzec, że takie pieprzenie z tą miłością, bo co ona w ogóle znaczy i czym jest, i czy jest? Można podłożyć dowolne uczucie. Ale w pewien sposób wiersz oddaje różne stany. A może tu chodzi o coś zupełnie innego? O to, że na każdym kroku stoją ludzie, którzy byli cząsteczką mojego życia? I teraz boję się, że ujrzę…

Ktoś stwierdził, że zapewne drugiej osobie jest w tym momencie wszystko jedno. A ja właśnie nie chcę, żeby tak było. Bo wszystko jedno teraz, oznacza, że to wszystko było niewiele warte. I ile tak naprawdę w tym wszystkim byłam warta ja, skoro nagle można wrócić do normalnego życia. Nie, nie życzę źle, nie o to chodzi.

Mimo codziennego uśmiechu… potrzeba nowych motywacji i tego, by leciał z głębi serca. („Tak, serce jest na pewno wymyślone…”).