Wakacje w pełni. Dwa miesiące za mną, dwa jeszcze przede mną…
24 lipca pojechałam do Wielkiej Brytanii, skąd generalnie będę mieć miłe wspomnienia, aczkolwiek nie wszystko było idealne pod pewnymi względami. Pojechałam tam z Aliną, spałyśmy tam u Mrs Arnold – babci, więc nie byłyśmy tak jak przypuszczałam u „normalnej”, pełnej rodziny… Jednak gorzej było z samym nawiązywaniem kontaktów z ludźmi z obozu, wśród których byłam najstarsza i nie ukrywam – nie miałam specjalnej ochoty by się z kimś jeszcze bardziej zakumplować. Poznałam Alana, chłopaka który miał różne schorzenia, pomimo tego, że był młodszy był bardzo dojrzały jak na swój wiek i bardzo dużo wiedział. Nasze oczy często się mijały. W jego spojrzeniu było coś niesamowitego czego nie potrafię opisać, co zarazem przyciągało moje oczy i nie potrafiło ich od niego oderwać. Jedynie często odwracałam speszony wzrok, którego czasem nie byłam w stanie utrzymać dłużej niż parę sekund. Londyn i inne miasta były niesamowite. Zwłaszcza sama stolica, która była przepiękna, monumentalna, pełna różnych budowli i zabytków od których ciężko było oderwać wzrok.
Dzień po powrocie z Wysp brytyjskich pojechałam nad morze z Jackiem. TAK! Właśnie z nim. Czy to nie brzmi nieprawdopodobnie? Ja i On! My razem, pojechaliśmy tak daleko na trzy dni… Wprawdzie jak się później okazało był z nami jeszcze jego kolega, ale i tak spędzaliśmy razem dużo czasu. Jacek miał jednak codziennie kilkugodzinne szkolenie, w tymże czasie plażowałam i chodziłam sobie po mieście z Arturem… Byliśmy raz na imprezie, w nocy na molo. Było bardzo miło… Chociaż czasem nie potrafiłam wytłumaczyć mojego dziwnego zachowania względem Jacka i tego jaki miałam wtedy stosunek do niego… ale jednak miło będę wspominać ten wyjazd. Pierwszy raz byłam gdzieś przez 4 dni z dwoma starszymi od siebie facetami, inteligentnymi i skazanymi na sukces. Jacek powiedział mi wiele cennych rzeczy, które pozwoliły mi się dowartościować.
Powiedział na przykład, że widzi, że nie jestem dziewczyną, która prowadzi puste życie, ale bardzo wartościową, która ma swoje różne przemyślenia…
Tych rzeczy było znacznie więcej, ale nie będę tego tutaj pisać, zostawię dla siebie lub dla pamiętniczka pisanego :)
Ponoć pomimo tego jak potoczą się nasze losy i nasze życia, część mnie na zawsze będzie w Jego sercu. To było bardzo piękne, cieszę się, że zdobył się na coś takiego i mi o tym powiedział…
Albo, że widzi, że mam w sobie potencjał (…)
Na pewno będę długo wspominać te chwile, chociaż kiedy byłam tam nie wydawały mi się tak bardzo niezwykłe jakie pewnie będą się wydawać w perspektywie czasu.
Czasami ranił mnie swoimi słowami, mówiąc coś o innych dziewczynach… Być może własnie to zrażało mnie trochę do niego i nie zawsze potrafiłam się uśmiechać jak często, nie zawsze patrzyłam na niego z taką miłością jak robiłam to kiedyś…
Ten wzrok… Podobno trochę go peszący, czasem pragnący wzbudzić w nim poczucie winy…czasem zmanipulować go.
Mam nadzieję, że nie będzie jak kiedyś – że to wszystko, co było dla mnie ciężkie, nie wróci.
Nie wiem, czy dałabym sobie radę – czy chciałabym znowu się z tym wszystkim mierzyć.
Po przyjeździe było wszystko w porządku, teraz im dalej od niego tym dochodzę do wniosku, że być może niedługo zatęsknię i zacznie mi go trochę brakować…
Nie ma jednak po co wyprzedzać faktów :)
Już chyba nigdy nie będę go traktować jak kiedyś. Nie wiem czy pozwoliłabym sobie drugi raz na taką chwilę słabości jak wcześniej. Nie wiem czy byłabym w stanie zaufać mu jeszcze raz tak bardzo i zawierzyć całą siebie. Nie wiem czy przeżyłabym drugi raz coś tak wielkiego jak wtedy…
Słucham Pink Floyd’ów.
Rozmyślam.
Mamy wspólny wpis w pamiętniczku, dziesiątki wspólnych zdjęć, różne wspomnienia…
Będę tęsknić za Nim.
Za zapachem jego perfum.
Za dotykiem.
Często nieodwzajemnionym uścisku…
Widuję się z dziewczynami, czekam na naszą imprezkę, na przyszłotygodniowy wyjazd do Bochni, może spotkanie z Grzesiem… I wyjazd na Podkarpacie. Póki co nie mam już niczego innego w planach, więc pozostanie on ostatnim punktem moich podróży.
W lipcu byłam jeszcze z rodziną kilka dni w Kucharach, stamtąd pojechałam do Warszawy, gdzie spotkałam się z Natą i rudą Anią, z którymi udałyśmy się do Nieborowa i pięknej Arkadii :)
Było świetnie. Nie sądziłam, że będziemy się tak w trójkę dobrze dogadywać.
Poza tym trochę częściej spotykałam się z Jankiem, byliśmy nawet raz w górach z jego znajomymi.
Przyszła do mnie karta potencjalnego dawcy komórek macierzystych…
Kilka dni później otrzymałam telefon o tym, że znaleźli dla mnie biorcę :) !
Jeżeli wyniki badania okażą się prawidłowe, to będę mogła komuś ofiarować część siebie, z czego się bardzo cieszę.
No i zapomniałam o jednym z najważniejszych: Zdałam maturę!
Nie byłam do końca zadowolona z wyników, ale udało mi się dostać na filologię polską na UP. Zobaczymy czy ten pomysł okaże się trafny i czy będę chciała dalej kroczyć w tym kierunku. Póki co jestem od kilku tygodni w końcu spokojna! Mam zasłużone wakacje, cieszę się nimi, bardzo jestem zadowolona z miejsca na uczelni i tego, że jakoś przeżyłam ten bardzo ciężki dla mnie czas. Zostałam studentką! Nie muszę już się martwić o wyniki matury, o to gdzie składać podanie, czy mnie przyjmą i robić tego co najgorsze – czekać…
Żegnam, odezwę się w najbliższym czasie!