Dwa miesiące pustki na blogu. Dwa miesiące nielogowania się na niego. Długie i ciężkie dwa miesiące. Nie ze względu na kogoś, chociaż zdarzały się momenty cięższe, ale szczególnie ze względu na zbliżającą się wielkimi kroczkami maturę. Taak. To własnie egzamin dojrzałości budził we mnie te wszystkie lęki i niepokoje. Nie chodziło oczywiście tylko o podstawowe przedmioty: polski, matematykę i angielski. Że zdam matematykę wiedziałam już od samego początku, nie jest to żadna sztuka, zwłaszcza, że ponoć mam dobre myślenie matematyczne, które potwierdziły testy psychologiczne :-) Udało mi się w tym roku zdobyć 4 na koniec. Wydaje mi się, że nie zasłużyłam i nie chodzi tutaj o moją skromność, ale wiem, że tak po prostu było. Pomimo tego bardzo się z tego cieszę. Moja średnia końcowa wynosiła w przybliżeniu 4,2 i jak na koniec tej szkoły, w której mam wrażenie, nie do końca przykładałam się do wszystkiego to jestem zadowolona. Jak to mawia J: „Uczę się tylko tego co mnie interesuje. W pozostałych przypadkach wykazuję się sprytem”. Zaczynają mi się długie wakacje. To niesamowite, gdy pomyślę, że tak wiele pięknych dni na mnie czeka. Kiedy mam wolne, nie mam zmartwień związanych ze szkołą, gdy nie ma tej rutyny dnia codziennego (choć nie ukrywam, że całkiem ją lubiłam) moje ciało i dusza zaczynają odżywać. Wszystko się zmienia. Podczas chodzenia do szkoły nie miałam czasu na wiele rzeczy, nawet na czytanie książek, które chciałam przeczytać. Zawsze pojawiało się w moim umyśle słowo „matura”, które sprawiało, że automatycznie odrzucałam wszystko co sprawiało mi przyjemność i marnowałam czas, ale za to miałam poczucie, że nie robię czegoś, czego nie powinnam robić przed maturą, np czytać książki nie związanej z lekturą szkolną. Oczywiście to marnowanie czasu objawiało się w różny sposób. Szczególnie myślę, przez siedzenie na komputerze. Przeglądanie facebooka oraz rzecz przez którą spędzałam tam więcej czasu niż kiedykolwiek – facebookowy czat. 
Przez ten długi czas poradziłam sobie również z inną sprawą (…)

Pewnego razu zobaczyłam się z Nim. Jak zwykle planowaliśmy ten dzień wcześniej. Był to pierwszy weekend po Świętach Wielkanocnych. Oczywiście nie mogło się odbyć wcześniej bez długich rozmów telefonicznych. Jest zupełnie inaczej niż kiedyś. Od tej studniówki, od naszego spotkania po tak długim czasie zmieniło się wiele. Ja się zmieniłam, nasza relacja, on zapewne również, Wszystko się zmienia i nikt z nas nie pozostaje taki sam. Byłam podekscytowana nadchodzącym spotkaniem, zwłaszcza, że mieliśmy iść na imprezę, w dodatku z jego znajomymi. Pożyczyłam od Agaty czerwoną sukienkę, ładnie się pomalowałam, zadbałam o idealnie pomalowane i opiłowane czerwone paznokcie, na których zawsze skupiała się jego uwaga. Tym razem również tak było, powiedział, że są bardzo ładne. Oczywiście ja wolałam zamiast na imprezę usiąść z nim w jakiejś romantycznej knajpce, porozmawiać. Poszliśmy więc przed imprezą na małe piwo. Zaczęło się jednak od tego, że spotkaliśmy się pod galerią jeszcze z L, który zrobił na trzy zdjęcia „uśmiechnięte, romantyczne i seksualne”. Założyłam mu wtedy nogę do wewnątrz jego nóg z tyłu ;-)
Na imprezie tańczyliśmy jedynie chwilę, ze względu na dużą liczbę przebywających tam osób. Były jego dwie przyjaciółki – jedna z kuzynką, druga z większą liczbą znajomych i kuzynów. Były momenty których nie da się zapomnieć… Najdziwniejsze, że nie byłam zazdrosna przez całą imprezę. Wszystko było w porządku. Poszłam tam na ogólnym luzie. Nie stresowałam się jakoś bardzo, ani jego znajomymi, ani tym, że go zobaczę, chociaż oczywiście był jakiś dreszczyk emocji. Impreza zakończyła się tym, że jedna jego przyjaciółka była na niego zła, o to, że tak dawno się nie widzieli, druga płakała, że zajmuje się innymi, a nie nią samą. Cóż… Pewnie za dużo sobie wyobrażała – jak ja kiedyś. Tacy są już faceci(…) Nasze spotkanie zakończyło się pocałunkiem – gdy nasze usta złączyły się nieruchomo na około dwie sekundy, na więcej nie było czasu. Znajdowaliśmy się w radiowozie policyjnym, w towarzystwie panów policjantów, którzy odwieźli nas po tym jak kuzyni jego przyjaciółki chcieli go pobić… Pokręcone to wszystko. Jednak wracałam stamtąd wzdłuż galerii szczęśliwa. W końcu to nie przez niego cierpiałam ostatnimi czasy… Bardzo miło jednak wspominam tamtą noc. Po maturze mamy się znowu zobaczyć. Pytał o nią parę razy. Właściwie pozostały mi jeszcze dwie ustne – resztę mam już z głowy. Bardzo zależało mi na rozszerzeniach. Z polskiego jestem nawet zadowolona, z biologii niekoniecznie, ale okazało się, że może wcale nie będzie mi ona potrzebna :-)

Z innych rzeczy, mniej istotnych, to poznałam na D. podczas jednego powrotu do domu z Agatą, okrężną drogą. Staliśmy razem na przystanku, ja z Agatą zamieniałyśmy się butami, bo chciałam jej pomóc, krzyczałam na nią i śmiałam się, że źle sobie sprawdziła autobus, choć okazało się, że jednak był o wskazanej porze, a on poszedł za nami i zaczął rozmowę. Ostatnio również poznałam P. podczas siedzenia pod akademikami ze znajomymi Adiego. Mam wrażenie, że ostatnio za dużo się dzieje. Nie jestem już w stanie ogarnąć wszystkiego tak dokładnie. Nie chodzi mi o analizowanie, ale o to, że jest ich paru, a ja jestem jedyna i nie przywiązuję się emocjonalnie do nikogo.

Cieszę się ze zbliżającej się wolności. Pod koniec lipca jadę na tydzień z kuzynką do Wielkiej Brytanii w ramach „obozu językowego”, podczas jazdy do Częstochowy zaplanowałyśmy sobie również z dziewczynami wiele rzeczy, które musimy razem zrobić oraz miejsca w które musimy pojechać na wakacjach. 

Trzecia klasa liceum jest stresująca, więc jeszcze bardziej się cieszę, że mam ją już za sobą. Oczywiście będzie mi brakować ludzi, których tam poznałam. Wiem jednak, że z tymi najważniejszymi na pewno nie stracę kontaktu. 


Powraca we mnie ta wrażliwość, którą uwielbiałeś…
i tą którą ja sama tak kochałam.