Naszła mnie ochota by w końcu napisać coś na tym właśnie blogu.
3,5 tygodnia temu podjęłam ważną decyzję, równoznaczną z tym, że Ł. zaczyna należeć już do przeszłości. Nie było mi łatwo – wręcz przeciwnie. Pierwszy tydzień był okropny, w połowie drugiego byłam już szczęśliwa. Aga mówiła, że potrwa to dwa tygodnie. Pomimo, że niektórzy twierdzili, że mam przerąbane, ja uwierzyłam jej i zaufałam sobie. Nie musiało być tak jak ostatnim razem, zresztą różnica była zasadnicza: tamto było miłością, to jedynie przywiązaniem. Choć dalej nie zawsze jest mi łatwo, to nie poddaję się, szukam szczęścia w każdym zakamarku i staram się cieszyć nawet z najmniejszej rzeczy!
W końcu zabieram się poważnie za biologię. Mam duże zaległości, tak więc jest to rzecz konieczna do zrealizowania, by coś osiągnąć..
Chodzę na jazz, jak podczas ferii. Chcę robić tak wiele rozwijających mnie rzeczy!
To właśnie one dają mi szczęście i zwiększają moje poczucie własnej wartości… :)
Dlatego chcę robić tak wiele. Niestety niektóre rzeczy wymagają nakładów pieniężnych, a że jeszcze nie zarabiam i nie dostaję za bardzo pieniędzy, nie mam ku temu możliwości. Nie jestem z tym osób które dostają co chwile dużą kasę na ‚zakupki’ po czym idą i kupują sobie masę drogich ubrań nie umiejąc docenić prawdziwej wartości pieniądza… Szukam wielu interesujących rzeczy za niską cenę, a w szczególności za darmo. Mam masę planów które chciałabym zrealizować. Między innymi jazda konna, ale to nieco później ;)
Taniec i ćwiczenia przed nim dają mi wiele radości. Nie wiedziałam wcześniej jak ważna dla człowieka może być świadomość własnego ciała. Jak te zajęcia mogą mi pomóc w dbałości o sylwetkę i przy okazji są odskocznią od szarej codzienności, dodatkowo przy pięknej muzyce soul, itp.
Żałuję, że nie mam za bardzo z kim porozmawiać w szkole. Są ludzie z którymi mogłabym rozmawiać godzinami, ale nie w tym miejscu. Czemu ci najbardziej wartościowi muszą być nieco dalej, nie mam z nimi kontaktu na co dzień? Może właśnie dzięki temu mam szansę ich bardziej docenić?
Oczywiście nie uogólniam, może jest tam jedna, góra dwie osoby z którymi rozmawiam na prawdę chętnie, nie tylko dlatego, że wolę to niż siedzieć i się nudzić. Może trochę przesadzam. Jednak za mało jest ludzi, którzy stawiali by mi jakiegoś rodzaju poprzeczki. Dzięki którym czułabym, że mam szansę się nieco rozwinąć, wygadać, zaprezentować moje prawdziwe ja, a oni by potrafili to przyjąć i zrozumieć. Nie patrzyli by na mnie pustym, nierozumnym wzrokiem, który wskazuje na to, że nie mają w sobie za dużo zrozumienia i inteligencji. Dla których świat jest oczywisty, przyziemny, nieco płytki…
Piszę krótko, bo mam przed sobą trochę pracy, a jak się uda to może i załapię się wieczorem na spektakl teatralny? :)