Nierozważna i Romantyczna

    Szepczę: życie – jak gdyby życie było kochankiem, który chce odejść –

    Wpisy z okresu: 7.2011

    Chwile szczęścia w słonecznej Italii !

    2

    Tak przeglądając ostatnie notki doszłam w końcu do wniosku, że czas najwyższy opublikować coś nowego. W końcu nie mogę narzekać na nudę od początku miesiąca, czyż nie?

    Otóż, te 10 dni, które spędziłam na obozie, były najwspanialszymi chwilami jakie mi się ostatnio przydarzyły. Mówię oczywiście już na większą skalę, ponieważ było wiele pięknych momentów, ale nie kilka dni z rzędu. Podróż w jedną stronę była oczywiście bardzo męcząca. Niektóre dziewczyny opatentowały nowy sposób spania w autokarze – jedna na dwóch siedzeniach, druga na podłodze. Jednak i to drugie miejsce w skali ogólnego zmęczenia i nie przespania nocy jest dobrym pomysłem. W pierwszym dniu, zanim jeszcze dotarliśmy do miejsca naszego dłuższego pobytu – Rimini, zwiedzaliśmy przez cały dzień Wenecję. Muszę przyznać, że zupełnie inaczej sobie wyobrażałam to ‚miasto na wodzie’, w końcu chyba każdy w Europie o nim słyszał. Ciągle nadawano mu prestiżu i zachwalano jego piękno. Mi się ono również bardzo podobało, począwszy od wszystkich mostów, ciasnych uliczek i scenerii w jakich można było robić piękne zdjęcia, kończąc na wyzłacanej złotem bazylice św. Marka. Jednakże nie sądziłam, że miasto jest w taki sposób rozmieszczone, że płynąc do niego jest tak wiele pięknych widoków oraz tak wiele ciekawych budowli.Wtedy jeszcze nie znałam nikogo oprócz naszej czwórki – Naty, Angeli i Agi J. Rozglądając się po ludziach nie widziałam raczej nikogo, kto mógłby się wydawać w miarę interesujący. Większość ludzi wydawała mi się młodsza, tak więc nawet nie nastawiałam się na żadne większe przyjaźnie z kimkolwiek. Co się później okazało? Przy kolacji, kiedy uporaliśmy się już z dowleczeniem bagaży do hotelu i dostaliśmy karty magnetyczne do pokoi, musiałyśmy zostać rozdzielone – za spóźnienie i brak możliwości innego rozmieszczenia nas przy posiłkach. Uważam, że trafił mi się stolik najlepszy. Siedziało przy nim pięć dziewczyn – Wiri, Karolina, Gosia, Kasia i Kasia, również pochodzące z Krakowa. Od tamtej pory polubiłam towarzystwo ze stołówki, coraz więcej rozmawiałyśmy również wychodząc wieczorami na miasto, czy też leżąc dwa razy dziennie na rozgrzanej plaży. Dziewczyny były bardzo miłe, można się było z nimi pośmiać, ale również porozmawiać o wszystkim. Od tamtej pory trzymałyśmy się coraz częściej razem. mam wrażenie, że z naszego pokoju to ja miałam z nimi największy kontakt i najbardziej się z nimi zżyłam. Reszta ludzi była mi praktycznie obojętna.
    Na opiekunów nie ma co narzekać. Pani pilot była bardzo sympatyczną osobą z dosyć dziwnym poczuciem humoru, ale nie sprawiała wrażenia specjalnie groźnej. Nasz wychowawca był osobą rzadko się uśmiechającą, raczej poważną, która dużo gestykulowała – co było niejako powodem naszych ciągłych żartów.
    Kolejną dosyć ważną rzeczą, z uwagi na kraj w jakim przebywaliśmy jest jedzenie. Oczywiście w hotelu były podawane potrawy włoskie, co nie zawsze mi podchodziło do gustu. Już po drugim dniu miałam dość makaronu dwa razy dziennie, nie zapałałam też wielką miłością do melona… Oprócz tego dostawaliśmy codziennie inne mięso ze smażonymi na przeróżne sposoby ziemniakami. Nie będę się jednak rozpisywać więcej na ten temat, gdyż nie wydaje mi się on godny większej uwagi.

    Bardzo dobrzeczułam się na tym obozie. Dlaczego tak bardzo mi się tam podobało? Dlaczego zazwyczajźle czułam się w obcych miejscach, z dala od domu, z większością ludzi, którychnie znam, a teraz było zupełnie inaczej? Czy dlatego, że bardziej dojrzałam?Być może. Innym powodem może być towarzystwo, które tym razem było zdecydowanielepsze, a ja czułam się bezpieczniej. Dziewczyny, które poznałam równieżokazały się bardziej wartościowe niż ludzie, których poznawałam kiedyś, wdodatku wiek również wiele zmienia. Ja też się bardzo zmieniłam. Cały czas torobię… Moja nowa życiowa filozofia o tym, że ‘Myśli stają się rzeczami’ okazałasię rewelacyjna. Dzięki temu jestem osobą bardziej szczęśliwą niż kiedykolwiek.A wiecie dlaczego? Dlatego, że zmieniłam swój tok myślenia, nie dopuszczam jużdo siebie tak wielu negatywnych myśli. Staram się je blokować i przepuszczać doświadomości tylko te pozytywne. Staram się cieszyć każdą chwilą, każdymspotkaniem i każdą napotkaną osobą. Staram się być osobą radosną, która nieprzejmuje się głupotami, ani rzeczami bezsensownymi, ale czerpie radość zżycia! Dzięki książce którą czytałam przypomniałam sobie nieco przesłanie filmu„Sekret”. Na nowo uświadomiłam sobie ja ważne jest to o czym myślę i w jakisposób…  Bo przecież można mieć „wszystko”,w postaci pieniędzy, znajomych, władzy, ale nadal można być nieszczęśliwym.Dlaczego? Kiedy tak na prawdę się odczuwa prawdziwe szczęście? Wtedy kiedy to o czym myślimy jest w zgodzie z tym czegopragniemy. Kiedy nasze myśli sprawiają, że jesteśmy zadowoleni z tego corobimy, mamy wokół siebie ludzi których pragniemy, ale przede wszystkim naszenastawienie jest na tyle pozytywne, że nie pozwolimy sobie, by jakieś zwykłe wydarzenieprzerwało ten ciąg szczęścia, który kreujemy wciąż w naszym umyśle…


    Nie widziałam wcześniej, że tak niewiele mi potrzeba do szczęścia. Że jeden zwykły film, jedna książka, jeden człowiek potrafią tak wiele zmienić…
    We Włoszech cieszyłam się każdym dniem, każdą chwilą. Starałam się przyciągać myślami wszystko co najlepsze, nie narzekać jak niektórzy na rzeczy, które nie są w ogóle istotne, a jedynie psują samopoczucie. Byłam po prostu szczęśliwa. Czy to właśnie dzięki moim wcześniejszym pragnieniom poznałam ludzi, których chciałam poznać? Czy chłopaka na imprezie przyciągnęłam myślami? Nie… raczej słodkimi oczami patrzącymi z oddali. Jednak nasze oczy spotkały się już na samym początku.

    Włoch bardzo spodobały mi się również jako sam kraj. Wenecja, Rzym… Poznałyśmy również kilku Włochów, którzy jednak nie mówili za bardzo po angielsku.
    Nigdy nie zapomnę leżenia na rozgrzanej plaży zaraz po wyjściu z zimnego morza… Moich wizualizacji a blasku słońca, podczas leżenia na brzuchu i bawienia się piaskiem. Wszystkich wieczorów spędzonych na mieście i każdego odpoczynku w naszym czteroosobowym pokoju 402.

    Co było później? Na następny dzień przyjechał do mnie kuzyn. Od tego czasu jeździł codziennie do kolegi, do akademika. Dwie noce nawet z nimi zaszalałam…
    Spotkałam się również z Grześkiem z obozu. Przyniósł mi różę… Dlaczego? Stwierdził, że rozmowy ze mną dają mu wiele do myślenia i że nie jestem płytka. Kilka godzin później spotkałam się po raz pierwszy z Adim. Hmm… Muszę przyznać, że chyba nigdy się tak bardzo się nie pomyliłam co do charakteru człowieka jak teraz. Myślałam, że to spokojny wrażliwy człowiek, a tutaj? Istny wariat! ;D
    Dzisiaj widziałam się z Angelą i Olą B. W czwartek jadę do Agi A. :)
    I jakoś się to wszystko toczy.
    Czytam książkę „Moje rzymskie wakacje”, która bardzo mi się podoba, a dodatkowo mam świadomość w których mniej więcej miejscach toczy się akcja ;).
    Muszę w końcu wziąć się porządnie za biologię! Mam jeszcze dwa tygodnie w Krakowie… Później wjeżdżam w rodzinne strony jak już od kilku lat. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie tak jak bym chciała. Czemu niby miałoby być inaczej?
    Nie poznaję już siebie czasami. Chcę się udoskonalać, pracować uparcie nad swoim charakterem.
    W końcu mam wrażenie, że przeżyłam tydzień w którym byłam niejako w centrum zainteresowania pośród tych, których najbardziej oczekiwałam w moim życiu…
     
    :)

    Życie, które ciągle się zmienia

    0

    Dosyć dziwnie potoczyły się losy moje i Łukasza. Teraz on wyjedzie na dwa miesiące w rodzinne strony, mnie zresztą też długo nie będzie… Za szybko przywiązuje się do ludzi. Nie umiem powiedzieć „tak”, ale również nie umiem powiedzieć „nie”. Muszę zapamiętać wszystkie piękne chwile. Nie narzekać, że dobiegły już końca, ale cieszyć się, że miałam okazję je przeżyć.
    Początek wakacji na razie dosyć deszczowy. Zakończenie roku spędziłam u kolegi z klasy Tomka – na ognisku. Było dosyć ciekawie, chociaż droga była daleka.
    Kolejny tydzień opierał się na popołudniowym pobycie w mieście i spotykaniu z różnymi osobami. Dziś była u mnie Aga A. Porozmawiałyśmy sobie ;). Zrobiłam już też większe zakupy na jutrzejszy wyjazd do Włoch – do RIMINI. Jadę tam z Natą i Angelą. Mam nadzieję, że będzie to udany wyjazd, że przyjadę do Polski opalona i zadowolona.
    Co się jeszcze działo przez ostatnie tygodnie?
    Oglądnęłam film „Sekret” po raz drugi. Potrzebowałam ponownej dawki optymizmu, z pozytywnym zresztą rezultatem. Ten film daje mi bardzo dużo. Jest naszpikowany tyloma przesłaniami, że nie jesteśmy w stanie przy jednokrotnym oglądnięciu wyłapać wszystkich.
    Byłam również jakiś czas przed zakończeniem roku z Angelą na osiemnastce Agi z którą jedziemy do Włoch.
    Co do „Sekretu” to cały próbuję go wcielać w swoje życie. Myślę, że z pozytywnym skutkiem. Dzięki niemu czuję się szczęśliwsza i wiem, ze dam sobie radę w życiu. Staję się również bardziej pewna siebie, jestem śmielsza w różnych wyborach i podejmowanych krokach. Zupełnie inaczej patrzę na świat. Już niekoniecznie przez pryzmat tego co mnie w życiu spotkało, ale tego jaka jestem i co mogę zrobić by udoskonalić swój świat.
    Znacznie częściej się śmieję. Często bez powodu. Odszukuję w najmniejszej rzeczy czegoś pięknego…
    Byłam jakieś dwa tygodnie temu na koncercie fortepianowym z Natą, w Akademii Muzycznej. Podczas drugiej części występu zamknęłam całkowicie oczy i skupiłam się na wyobrażaniu sobie różnych rzeczy. Bardzo chciałam żeby się urzeczywistniły. Chociaż wydawało mi się, że nie miałam za dużych szans żeby się to stało, to zaczęłam tego bardzo pragnąć. Moje wizje były bardzo szczegółowe i piękne. Niedawno nastąpił mały krok w ich urzeczywistnianiu. Wydaje się on czymś niewielkim, ale ja uważam, że jest to coś przełomowego, bez czego cała reszta nie mogła by powstać. Czy to za pomocą „Sekretu” ? Czy to tak na prawdę moje myśli zmaterializowały się w postaci właśnie tego?

    Kończę. Do napisania po powrocie ze słonecznej (mam nadzieję) Italii !
    Miejsca w którym jeszcze nigdy nie byłam, a chciałam być. Chciałam zobaczyć te wszystkie słynne budowle, posągi, dobytek starożytnych.
    Na razie mam na swoim koncie Grecję, która wywołała na mnie wrażenie. Do „kolekcji” dojdą jeszcze Włochy, a za rok prawdopodobnie Hiszpania.

    :)