Nierozważna i Romantyczna

    Szepczę: życie – jak gdyby życie było kochankiem, który chce odejść –

    Wpisy z okresu: 2.2011

    Na właściwy tor

    1

    Pomagałam dzisiaj Natce w przygotowaniach przed studniówką. Zrobiłam jej loki, pożyczyłam kolczyki, wspierałam ją jak tylko mogłam psychicznie ^^. Spieszyłyśmy się strasznie ze wszystkim, a jak się później okazało, koleżanka przyjechała po nią z wielkim opóźnieniem, więc pośpiech był zbędny.
    Rozpoczął się nam drugi semestr. Ponowny powrót do tego wszystkiego: zabiegania, nauki, stresu, zajęć. Jak zwykle mam na początku problem z ustawieniem się we właściwym torze. Pomimo dodatkowej matematyki nie udało mi się zabłysnąć wiedzą na sprawdzianie – za dużo nie przerobionego materiału i niewiele dodatkowej pracy własnej. Może przez te dodatkowe zajęcia? Trzeba się bardziej przyłożyć do wszystkiego, zwłaszcza, że zamierzam zdawać rozszerzoną biologię na maturze. Cudownie, prawda? W trzeciej klasie już nie będę mieć biologi, więc pozostanie jedynie uczenie się na własną rękę. Coraz bardziej boję się przyszłości… Czy wzmogę w sobie tyle siły i chęci, że uda mi się wszystko poukładać w głowie? Tę całą potrzebną wiedzę? Oby tak było.

    Dalej się zmieniam. Czytam, wiersze Poświatowskiej, Pana Tadeusza, uczę się wyrażać własne zdanie. Nie jestem już taka jak byłam kiedyś – podatna na wpływy, taka miła dla innych…

    W poniedziałek jadę z klasą do Warszawy.

    Po walentynki

    0

    Już trochę po czasie więc nie chcę się rozdrabniać ze szczegółami. Napiszę tylko, że urodziny Agi były świetne. Pojechałam tam z Anką, wcześniej złożyliśmy się w kilka osób na prezent. Było tam bardzo wiele znajomych twarzy, między innymi prawie trzy czwarte naszej klasy. Był też… Maciej. W sumie to z nim siedziałam przez większą ilość czasu, z nim tańczyłam, gadałam… Byłam na niego zła z kilku powodów, ale wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.
    Powiedziałam mi jednak, że jeżeli mam być tą drugą, to nie chcę być żadną. Mówił mi, że jestem jego numerem jeden, ale różnie to może z tym być… Myślałam, że wszystko jest okej.
    Powiedział mi nawet wtedy, że koleżanka go zaprosiła na już na walentynki i trochę się wkopał, bo tak średnio chciał z nią gdzieś iść… No cóż… Teraz jak z nim gadam wychodzi na to, że świetnie się bawili. Więc pozbyłam się już złudzeń. On nie jest dla mnie. Zawsze o tym wiedziałam, ale chciałam dzięki temu zapomnieć o czym innym, trochę się wyluzować, spróbować czegoś innego…
    No dobrze… Odmówiłam tego dnia Łukaszowi, bo wiem o czym chciał ze mną porozmawiać. Niby teraz już nie jest wkurzony po przeczytaniu mojego fotobloga ^^ , ale jeszcze mamy się spotkać na dłuższą rozmowę… Tak więc byłam wtedy na zajęciach, chociaż się wahałam czy iść, ale dobrze zrobiłam idąc. Prawie wszyscy byli – dostałoby mi się ^^ .

    W szkole jakoś to jest. Znowu powrót do tego co nieuniknione. Zajęcia, nauka… Albo raczej zmuszanie się do tego by cokolwiek zrobić. Niewyspanie…

    Jestem teraz w kiepskim nastroju przez rozmowę z nim. Wiedziałam, że tęsknota jest nieunikniona, ale do tego ta złość i ciągła irytacja…


    17.02.

    Teraz jest już dobrze. Anka mnie na początku jakoś pocieszyła.
    Poza tym wystarczyło sobie przemyśleć kilka spraw. Zauważyć kilka istotnych rzeczy…
    Na następny dzień od razu do mnie napisał. Sam stwierdził, że jak ktoś się tak zachowuje to jest dupkiem – nie musiałam tego sama pisać. W dodatku Nata była bardzo zbulwersowana tym wszystkim. ^^

    Myślę, że nie warto przejmować się kimś takim. Dla kogo możesz być najwyżej „drugą opcją”. Teraz jednak widzę, że nie będzie tak łatwo tego zakończyć, tej znajomości… On ciągle pisze, nie przeszkadza mu moja mała złośliwość. : )

    Tydzień się powoli kończy, jutro piątek.
    Plany, plany ^^

    19.02

    Czy wszystko było tylko iluzją? Czy to była tylko jego gra? Czy nie ma wcale „tej drugiej” ? Czy nadal mu na mnie zależy? Nadal jestem jego numerem jeden? Może te sytuacje miały sprawdzić czy mi na nim zależy? A fakt, że byłam dosyć złośliwa, tylko go trochę poskromił… Już nie wiem nic. Gubię się w tym wszystkim. Nie chcę pakować się w coś bez przyszłościowego, co nie ma sensu już na starcie, co jest tylko swojego rodzaju zabawą, igraszką, jego zachcianką!
    Znam go na tyle, że wiem już poniekąd jak funkcjonuje jego dosyć odmienne poczucie humoru. Więc może tym razem to też była tylko pułapka? Chęć wzbudzenia zazdrości? A już zżyłam się z myślą, że nic z tego. Nawet muszę przyznać – nie było tak najgorzej. Jedyne czego żałowałam to tego, że tak łatwo mnie omotał, że nie potrafiłam wyrwać się z jego rąk, że to była pewnego rodzaju manipulacja, że byłam trochę naiwna wierząc, że to ma szansę rozkwitnąć, przeobrazić się w coś prawdziwego.
    Czy tak jest na prawdę?
    Wiem jedynie, że na pewno nie będzie mu teraz tak łatwo ze mną. Nie rzucę się w jego ramiona jak go tylko zobaczę. Nie zaufam mu już tak łatwo. Ma u mnie dużego minusa, z czego sobie doskonale zdaje sprawę.
    Ale czy gdybym była mu zupełnie obojętna to prawie codziennie mieli byśmy ze sobą kontakt?

    studenci…