Nierozważna i Romantyczna

    Szepczę: życie – jak gdyby życie było kochankiem, który chce odejść –

    Wpisy z okresu: 1.2011

    A na pogrzebie grały skrzypce

    1

    I pomyśleć, że po ostatniej notce tyle się wydarzy…
    Spotkałam się wtedy z Maciejem. Było inaczej niż za pierwszym razem. Pojawiło się wiele pytań w mojej głowie, pozostał we mnie jakiś niedosyt po tamtym spotkaniu. Może też nie do końca wtedy myślałam racjonalnie, ale widzę jak wiele nas dzieli pod względem charakterów, zachowań. Mimo tego lubię go, jest świetnym kolegą, ma duże poczucie humoru.
    Na imprezie spotkałam bardzo dużą ilość znajomych. Czułam się tak średnio z powodu złapanego przeziębienia, ale myślę, że dosyć dobrze się bawiłam. Na imprezach zawsze staję się w pewnym stopniu indywidualistką i rzadko spędzam cały czas z ludźmi z którymi przyszłam. Tak było i teraz, kiedy poznałam chłopaka z którym dosyć długo tańczyłam.
    Wzięliśmy również ze Sylwią, Filipem i Klaudią udział w castingu. ;)
    Ku mojemu zdziwieniu już 3 dni później zadzwonili do mnie z propozycją zdjęć do W11. Ku mojej radości okazało się po jakimś czasie, że muszę być pełnoletnia, z uwagi na pewien stopień „mocności” tych zdjęć. No cóż, a już czułam w kieszeni pewną kasę.

    Niestety w sobotę wydarzyło się coś strasznego w życiu mojej przyjaciółki. Co prawdopodobnie zmieni je teraz całkowicie, ale ja wierzę, że mimo wszystko na lepsze.
    Najgorsze myślę, że powoli już mija, a teraz trzeba uporządkować to co zostało na tym świecie… Po tym wszystkim.
    Dziś był pogrzeb.
    Nie lubię pogrzebów. Tak samo jak nie lubię pożegnań…
    Jednak życie ludzkie jest takie kruche. W dodatku na światło dzienne wychodzę jeszcze inne fakty. Ale tak jak mówiłam – pieniądze to pieniądze. Fakt – są ważne, ale tylko do pewnego stopnia. Można być szczęśliwym również bez nich. W tej sytuacji jednak nie do końca tylko o nie się rozchodzi.

    Spotkałyśmy się dzisiaj wieczorem.
    Od pierwszego dnia do teraz, staram się JĄ wspierać. Jak tylko mogę najbardziej…

    Jednak mam nadzieję, że będzie dobrze, wierzę w to i postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby tak było…
     
    Cóż tu opisywać. Nie będę za dużo pisać na ten temat. Myślę, że nie jest to zbyt wskazane.

    A na pogrzebie grały te piękne skrzypce <3

    Radość mnie wypełnia

    1

    I przychodzi taki czas, kiedy po wielu nieudanych próbach, w końcu loguję się na onecie, mówię sobie, że tym razem coś napiszę i w końcu się to dzieje. Tak samo jak ostatnimi razy zaczynałam po dłuższej nieobecności, tak i teraz nie wiem właściwie od czego mam zacząć. Historia mojego życia zakończyła swój bieg, (oczywiście na tym blogu) w połowie grudnia. Co się działo później?
    Hm… Po pierwsze był to okres bardzo dla mnie ważny, pod względem uczuciowym. W dalszym ciągu nie było mi łatwo. Dalej mi tak bardzo na Nim zależało. Niedługo przed świętami byłam z Sylwią F. i jej Filipem na imprezie (wcześniej byłyśmy u niego :D) : rozlałam mu szampana na klawiaturę… ^^ Na następny dzień wyjechałam do K. Oczywiście jak zwykle zostawiłam wszystko na ostatnią chwilę i prawie spóźniłam się na pociąg. Uratowała mnie jedynie obecność kolegi z podstawówki – Michała, który pomógł mi zachować zimną krew, został z bagażami jak biegałam jak oszalała od kasy do kasy i słuchał mojego zamartwiania się. Jakoś się udało :D. Kiedy wsiadłam do pociągu, najpierw upewniłam się czy jedzie od rzeczywiście do P. Stałam obok mężczyzny, który mi na to pytanie odpowiedział ze śmiechem. Było jak zwykle dużo ludzi. Po jakimś czasie, gdy zwolniło się miejsce usiadłam. Kilka stacji dalej on usiadł na przeciwko mnie. Coraz więcej ludzi wysiadało, aż zostaliśmy sami. Po jakimś czasie do mnie zagadał. Okazało się, że jest żołnierzem i ma 23 lata ^^. Hah, a ja byłam pewna, że skoro jest łysy, to na pewno jest dresem xD. Nie chciałam się jednak wymienić z nim numerem telefonu.
    Tylko co znalazłam się na dworcu, miałam już wsiadać z wujkiem i ciocią do samochodu, a tu nagle telefon ! Oczywiście wiadomo od kogo… Święta, jak to święta. Dużo ludzi, potraw, zamieszania. Jednak myślę, że było dosyć sympatycznie. Pojechałam z Sabiną do miasta, do galerii, byłam w różnych miejscach u rodziny. Jak zwykle przywiozłam ze sobą dużo zdjęć, na których jestem wystylizowana przez Olę ;D. Hmm… Wróciłam stamtąd dopiero na sylwestra. Gdzie go spędziłam? Tak jak w zeszłym roku – u Krisa. W sumie miałam kilka innych możliwości, jednak zdecydowałam się właśnie na tą. Na początku nic takiego się nie działo, dopiero kilka minut po północy poznałam studenta psychologii ! ^^ Jakąś godzinę spędziliśmy w bagażniku, potem byliśmy tu i tam, żartowaliśmy, śmialiśmy, ogrzewaliśmy :D (…) Mówił, że jestem jego kaloryferkiem, kiedy staliśmy na zimnym polu wtuleni. Świetnie udawał geja :D. Moja sukienka od Chińczyków bardzo się wszystkim podobała. Miałam te na sobie chyba pierwszy raz szpilki. Na końcu imprezy pomagałam co nieco Krystianowi w sprzątaniu, a student psychologii (Maciej) mówił, że ponętnie zamiatam tę podłogę na tych szpilkach :D. W dodatku różową miotłą ^^. Wracaliśmy później razem.
    Tak generalnie to miałam wcześniej problemy z przełamaniem się do facetów, ale w końcu mi się to udało :). W sumie jedyną blokadę stanowiło uczucie, które żywiłam do J. Tydzień po sylwestrze przyjechał do mnie kuzyn. Pojechaliśmy do jego kolegi do akademika. Haha… Nie mogę opisywać za bardzo co się tam działo, ale powiem, że bardzo dużo. Jednak dla własnego bezpieczeństwa i innych wyżej wymienionych lepiej pominę tę naszą wizytę. Powiem jednak, że wróciliśmy do domu dopiero rano koło 9. Co to była za noc ^^. Mmm… szisza mandarynkowa, Krzychu :D.
    Ten dzień pomógł mi jeszcze bardziej. Dlaczego się tak stało? Nie wiem. Jednak obie te sytuację z sylwestra i 08.01 wiele wniosły do mojego życia. Napełniły mnie niesamowitym optymizmem i wiarą w piękność świata. Coraz częściej od tamtego czasu się śmieję, mam więcej powodów do radości, ogólnie stałam się bardziej pewna siebie – co jest rzeczą niesamowicie ważną.
    Jednak największą pociechą w tym wszystkim było to, że uczuciem, które żywiłam do J. niemal wygasło. Nie, to nie tak, że już zupełnie o nim zapomniałam. O takich ludziach nie da się tak po prostu zapomnieć i wątpię, że kiedykolwiek bym o nim zapomniała. Ale… kocham go. Tak, kocham nadal, ale już nie w taki sposób. Kocham go jak przyjaciela, może nawet pozwolę sobie użyć tego słowa – jak „nauczyciela życia”. Uważam, że jest to piękne. Rozmawialiśmy kilka razy przez telefon. Jak zwykle nasze rozmowy ciągną się i ciągną. Wprawdzie odmówiłam mu ostatniego spotkania, ale myślę, że dobrze zrobiłam. Nie pozwolę by jeden taki incydent zniszczył mi to wszystko…
    Muszę iść dalej ! Nie mogę być tak w niego ciągle zapatrzona. Nie chcę żeby mnie dłużej zwodził, więc muszę być bardzo uważna i stanowcza.
    Co do Macieja to widzieliśmy się jakiś czas po sylwestrze. Poszliśmy do Jazz Clubu na Floriańskiej (niedaleko TEJ herbaciarni), a później staliśmy na plantach, na mostku. Była ciemność, przed nami świeciła się jedynie fontanna. Było bardzo miło.

    Hmm…  Nadal chodzę na wolontariat. Nadal chodzę na teatr. Jest znacznie lepiej niż było. Bardzo lubię nasze powroty z Olą, nasz spektakl i ogólnie wszystkie śmieszne momenty, których tam z pewnością nie brakuje…

    Jest jeszcze szkoła. Oceny mamy już powystawiane. W sumie zawsze mogło być lepiej, ale i tak mam tylko jednego dopa+ z majcy :D.

    Pragnę być bardziej sobą i z czasem coraz bardziej jestem. Nie jest tak jak było kiedyś, ale teraz lepiej. Cieszę się z życia.

    Jutro idę z klasą do teatru na „Mickiewicza”, wieczorem z Sylwią F. i Filipem na imprezę z okazji jej urodzin, a wcześniej widzę się z Maciejem. :) Nie wiem czemu, ale jakoś mnie to bardzo cieszy. Porzeczkowa Winterfresh kojarzy mi się z nim. Żuliśmy ją na sylwestrze i na pierwszym spotkaniu… Tak smakują jego usta :D

    Myślę, że teraz znacznie lepiej dogadujemy się z Natalią, która zresztą kręci teraz z pewnym muzykiem :D. Co tydzień się spotykamy, gawędzimy, śmiejemy, wygłupiamy, zachowujemy jak małe dzieci, ale i również co ważne, żeby nie powiedzieć najważniejsze – rozmawiamy poważnie :D.

    Jednak teraz jestem taka radosna. Ciągle się śmieję, czasem robię dziwne rzeczy. Kris ciągle mi mówi jak siedzimy obok siebie na PO, że jestem śmieszna. Śmieje się z tego co mówię, bo czasem są to nieco dziwne rzeczy.
    Byłyśmy też wczoraj z Agą A. w poradni psychologicznej, na doradztwie zawodowym. Czekamy teraz na wyniki :).

    Dużo się zmieniło od 10 grudnia… Dużo się zmieniło na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. Ciągle się zmienia. Ciągle się coś dzieje. Każdy dzień jest inny, każdy niesie ze sobą coś nowego. Nowe doświadczenia, nowych ludzi, nowe sytuacje, nowe marzenia i pragnienia. Każdy dzień jest nową tajemnicą odkrywaną z każdą kolejną chwilą.

    Dziwne, ale czuję się teraz jak larwa, która jest w trakcie przeistaczania się w motyla. Nie jest  tak bardzo idealnie, nie czuję się tak bardzo dorosła i wiem, że jeszcze nie jestem. Cieszę się na razie młodością, ostatnimi miesiącami niepełnoletności. Ale wiem na co mnie stać, jaka jestem, co kocham, mam bardziej wyrobione własne zdanie, stałam się bardziej optymistyczną i pełną energii dziewczyną. Wiem do czego dążyć. Co robić by zyskać szczęście. Mam w sobie dużo empatii, własnych refleksji i myślę, że już na prawdę dojrzewam.