Nierozważna i Romantyczna

    Szepczę: życie – jak gdyby życie było kochankiem, który chce odejść –

    Wpisy z okresu: 12.2010

    Moja zmiana – część pierwsza

    2

    Słucham teraz Piotra Lisieckiego z Mam Talent. Ma niesamowity głos i jest wspaniały. Nie tyle chodzi mi tu o samą barwę jego głosu, ale również o to, że jak się na niego patrzy, słucha jego muzyki, to widzi się niesamowicie uczuciowego mężczyznę. Nawet nie chodzi o to, że jest niesamowicie przystojny, co jest prawdą, ale o emocje jakie wywołuje we mnie jego śpiew. Jego muzyka ma coś w sobie, nie musi robić kiczu, żeby się wybić. Taka muzyka jest potrzebna w dzisiejszym świecie. Żeby ludzie zobaczyli, że nie trzeba robić wielkiego show jak Lady Gaga, żeby się spodobać, ale również można być skromnym, nieśmiałym i spokojnym.

    Nie wiem dlaczego, ale kiedy zaczęłam się stawać taka jaka zawsze chciałam, dostrzegłam w końcu, że to nie ma najmniejszego sensu. Nie ma sensu wybijać się z tego jakim się jest. Nie ma sensu być takim jak inni. W końcu to zrozumiałam. Wiem, że wcześniej byłam bardzo prawdziwa, ale wiele rzeczy mi w sobie przeszkadzało, chociażby nieśmiałość. Teraz wiem, że dobrze zrobiłam wyzbywając się jej w pewnym stopniu, ale na tym powinno się zakończyć. Nie można zachowywać się tak jak inni, tylko po to, żeby się lepiej z nimi dogadywać. Po co zniżać się do poziomu niektórych? Teraz już wiem… Kiedyś bardzo mi przeszkadzało, że w gimnazjum nie dogadywałam się tak świetnie z ludźmi z klasy. A teraz? W liceum jest zupełnie inaczej, ale ludzie też są inni, a patrząc na moją byłą szkołę, cieszę się, że nie byłam przez nich jakoś uwielbiana, że nie stawałam się taka jak oni. Wtedy było to dla mnie rzeczą nieco przykrą, a teraz? Nawet mnie to wszystko cieszy.
    Gdy widzę ludzi którzy zachowują się jak ja kiedyś, pod względem swojego spokoju, owianego nutką nieśmiałości przypominam sobie siebie z przed dwóch, trzech lat. Być może gdybym dalej była taka jak kiedyś to nie potrafiłabym docenić tego wszystkiego, tego co się teraz zmieniło. Wiem jak nieśmiałość potrafi utrudnić życie człowiekowi, a teraz widzę, że wcale nie było w tym nic złego.
    Nowi ludzie, imprezy, rozmowy… Wszystko wpłynęło na mnie w dosyć dotkliwy sposób. Jestem bardziej radosna, śmiała i rozrywkowa. W sumie nie jest mi z tym tak najgorzej…

    Ale gdyby nie ktoś i moje własne przemyślenia straciłabym coś co było we mnie najpiękniejsze.
    Zatarłabym swoją wrażliwość, uczuciowość. Nie wiem czy wtedy nadal słuchałabym takiej muzyki, wzruszała się takimi rzeczami, pisała pamiętnik, cieszyła się swoimi przemyśleniami i takimi drobnostkami. Pewnie szłabym wtedy za stadem, ale i również stała w miejscu… Nie rozwijałabym się. Gadała z ludźmi o różnych głupotach, nieistotnych rzeczach. To byłoby nadal takie puste, bez sensu…Teraz doceniam to wszystko co mam i wiem, że zmiany często wychodzą ludziom na dobre.
    Jednak chyba zależy to również od osoby. Ja uważam, że zmieniłam się, ale w dobrym kierunku i to dzięki sobie. A widzę parę przypadków gdzie ludzie podporządkowali się nowym znajomościom, zamiast pozostać sobą, czy nawet starać się przekonać tamtą stronę żeby trochę przystopowała; coraz bardziej zatapiają się w tą bezsensowność, zatracają siebie.

    Teraz mam dystans do wielu spraw, do wielu ludzi. Nie chcę robić niczego na siłę, chcę być sobą. Wybierać to co dla mnie najważniejsze, dzięki czemu mogą się rozwijać i być taka jaka jestem, a nawet stawać się lepsza…

    Kolejne przygody

    1

    Cóż z moich zacnych zamiarów, skoro nie pisałam jeszcze dłużej niż poprzednim razem? ;)
    No cóż… Minęły jedne święta, minął też drugi dłuższy weekend związany ze Świętem Niepodległości. Podczas niego pojechałam do Krasiczyna. Wzięłam ze sobą dużo książek, ponieważ nie mogłam odpuścić sobie obowiązków, jednak nie za bardzo mi się chciało cokolwiek robić. Odwiedziłam rodzinę, było całkiem sympatycznie. Jak zwykle jednak nie obeszło się bez chwil gorszych.
    Ale co tu dużo mówić, takie wyjazdy są potrzebne, żeby trochę odreagować, nie stać w miejscu…

    W szkole jak to w szkole, nauka, nauka, ludzie… Na ostatni miesiąc nie narzekam, może jedynie przez tak wiele różnych prac pisemnych. Chodziłam również na zajęcia teatralne i prace ruszyły już wielkimi krokami. Muszę się nauczyć trochę tekstu Jewdokii Niuniny. :)

    Oprócz tego to od tygodnia troszkę choruję. Wczoraj i dziś nie było mnie w szkole, ale niewiele opuściłam z tego co mi wiadomo, a tak to domowa kuracja przyniosła duże rezultaty.

    Odnośnie kolegi Ł. nie będę zbyt wiele pisać. Parę razy się widzieliśmy, przemierzyliśmy chyba z pół Krakowa i w sumie wszystko co potrzebowałam mu powiedzieć już wie. Tak więc dowiedziałam się, że nie widzi za bardzo tej naszej przyjaźni ^^ . Cóż…

    Dobre też było, kiedy podczas powrotu z długiego weekendu poznałam dwóch studentów ^^ . Tak, wiem – znowu, ale takie już moje szczęście. xD
    No więc, stałam sobie spokojnie na przystanku czekając na autobus linii 115. Miał być dokładnie za 10 minut. Niedaleko mnie stało dwóch chłopaków, rozmawiających między sobą o różnych głupotach, na tyle głośno, że słyszałam każde ich słowo.
    Na początku jeden z nich zobaczył ile zostało jeszcze do autobusu: „Jest 2 po, więc jeszcze 6 minut”. Na to drugi kolega: „U mnie jest 1 po, więc jeszcze 7 minut”. Na to ja nie kontrolując tego co robię również popatrzyłam na telefon. Po chwili słyszę „Ciekawe, która godzina jest u koleżanki…”. Odwracam lekko uśmiechnięty wzrok, po czym powracam do pozycji wcześniejszej. Na to jeden z nich zasugerował, że mój wzrok mówił do nich „Spier.alaj”.
    Haha, w tym momencie dziwnie się poczułam, więc odwróciłam się i powiedziałam, że u mnie jest 3 po. Na to oni, że to najbardziej optymistyczna wersja i tego się trzymajmy.
    Nie zwracałam na nich za bardzo uwagi. Skupiona byłam na chęci powrotu do domu.
    Kiedy przyjechał autobus, wsiadłam do niego obładowana bagażami i stanęłam sobie naprzeciw wejścia. Okazało się, że oni, nie wiem czy przypadkowo czy też nie, ale stanęli sobie zaraz obok mnie. Co chwilę w ich rozmowie zdało się słyszeć słowo „koleżanka” , które wymieniali przy jakiejkolwiek okazji ich ambitnej rozmowy ^^ . Po jakimś czasie zaczęliśmy razem rozmawiać.
    Okazało się po jakimś czasie, że wysiadają za cztery przystanki, ja obliczyłam dokładnie taką samą ilość… Było dosyć śmiesznie ^^ . Nie wiedziałam nawet, że mieszkamy tak blisko siebie. Pomogli mi zanieść bagaże, a potem już wróciłam do domu. Śmieszni byli xD.

    Co do dziwnych spotkań z ludźmi, z kategorii „autobus” to dosyć dziwna sytuacja pojawiła się, kiedy wracałam z Ł. z Parku Jordana. Kiedy tylko zwolniły się miejsca, od razu zaproponowałam mu żebyśmy usiedli. Na przeciwko nas siedział około 20 letni chłopak, wpatrujący się ciągle we mnie, po czym szybko odwracał wzrok. Ł. również stwierdził, że chłopak ten mierzył go dziwnym spojrzeniem. Czułam się trochę nieswojo. Po kilkunastu sekundach nachylił się do nas i jakby prowadził wywiad zapytał: „Długo już jesteście razem?!” Na to „Ale, my nie jesteśmy razem!” . Na to on, że ma problem i że może my mu jakos pomożemy. Wydawał się dosyć sfrustrowany, nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Raz wyglądał jakby miał się rozpłakać, za chwilę trochę się śmiał. Opowiedział nam o co chodziło, nie będę tutaj tego opisywać, bo trochę to zagmatwane i w sumie nie ma większego znaczenia. Napiszę tylko, że chodziło o dziewczyny. Ł. stwierdził później, że ten facet był naćpany, ale ja wiem, że raczej się mylił. Być może dla niego wszystko jest widoczne na pierwszy rzut oka, bo tak właśnie jest jeżeli nie używa się uczuć, tzn nie jest się wstanie wczuć w czyjąś sytuację na tyle, żeby wyobrazić sobie zdruzgotanego chłopaka, nie po używkach, ale jedynie po emocjach.
    Był nieco zdenerwowany tym, że powiedziałam tamtemu chłopakowi, że my nie jesteśmy razem, tak jakbym dawała mu do zrozumienia, że bez problemu może mnie podrywać.

    Kolejny dowód na to, że jesteśmy zupełnie różni. Zresztą już gdzieś o tym pisałam…
    On nie jest taki jak ja. Nie jest ani romantyczny, ani uczuciowy, ani wrażliwy…

    Komputer mi się coś psuje.
    Wracam do notatek z biologii.
    Przed chwilą dzwoniła do mnie Nata. :)
    I kupiłam sobie dwie nowe pary butów na zimę ;D.

    I wiecie co ?
    Nie jestem za bardzo racjonalistką. :P

    Żegnam ;*