Tak wiele się wydarzyło od ostatniej notki. Na prawdę musiałabym długo posiedzieć przy komputerze, bardzo wytężyć swój umysł, by przypomnieć sobie wszystkie wydarzenia, uczucia i emocje towarzyszące mi ostatnimi czasy… Jak z notką ostatnią, nie mogłam zebrać się w sobie do opisania tutaj swoich uczuć.
Brak odwagi ? Być może…
Brak odwagi na to by przyznać się sama przed sobą, jak wygląda teraz moje życie, by przyjrzeć mu się dokładniej, przemyśleć wszystko…
By opisać wszystkie negatywne emocje towarzyszące ostatniemu tygodniowi.
Nie, nie chodzi o to, że okłamuję sama siebie z tym jak jest, bo doskonale wiem co czuję i jednak szczerze powiedziawszy to się w tym gubię…
Myślałam, że wszystko będzie dobrze, że jeszcze się ułoży.
Było wiele dobrych chwil, miłych, w których byłam szczęśliwa, ale teraz widzę, że gdyby to co było wcześniej, trwało nadal straciło by swoje całe piękno.
Nie pisałam dokładnie miesiąc. Oczywiście skrupulatne notatki można znaleźć w moim prywatnym notesie, do którego jednak nie ma oczywiście dostępu ;p.
W szkole jakoś leci, dzień po dniu, kartkówka po kartkówce, sprawdzian po sprawdzianie… Wszystko toczy się nieubłaganie, rytmicznie i cyklicznie…
Rozmowy z dziewczynami jeszcze bardziej skłoniły mnie do zastanawiania się nad swoim życiem towarzyskim. Nie powiem, bo po jakimś czasie zaczęło mnie to trochę irytować. Te ciągłe pytania o J., kiedy się z nim widzę, czy gadaliśmy i tym podobne. Za dużo tego wszystkiego było… Byłam z nim umówiona w pewną niedzielę, jednak po jakimś czasie napisał, że jest zmęczony po imprezie, a do tego nie ma go w mieście… Wkurzyłam się, nie odpisywałam mu na to… Po tym wydarzeniu przestałam się zupełnie do niego odzywać, nie dzwoniłam, nie pisałam. Aż pewnego dnia sam o dziwo do mnie zadzwonił. Rozmawialiśmy wtedy dokładnie pół godziny i… niby wszystko zapowiadało się dobrze. Dawał mi do zrozumienia, że się stęsknił i że nie pozostałam mu obojętna. I wtedy, kiedy po raz kolejny zmieniłam swój negatywny stosunek do tego co się dzieje między nami, zaufałam, że może jeszcze zmieni się na lepsze, zawodzi mnie dalej. Umówiliśmy się na którąś środę. Byłam pewna, że wtedy się już zobaczymy, a tu nagle dostałam smsa z przeprosinami, że jest przeziębiony i czy się nie obrażę, jak spotkamy się w niedzielę. Nie wytrzymałam wtedy tego napięcia, zaczęłam płakać, a było to przed chemią. Chciałam się jakoś ‚ukryć’ , a po chwili miałam pisać kartkówkę, Aga A. zobaczyła co mi jest i od razu kucnęła na przeciwko mnie i zaczęła mnie pocieszać. Muszę przyznać, że bardzo mi to pomogło, podniosło mnie na duchu niesamowicie, to tylko kilka słów. Potem jeszcze przyłączyły się inne dziewczyny. Jednak to właśnie jej zawdzięczam najwięcej w tamten dzień. A w niedzielę… Dostałam od niego smsa, czemu się nie odzywam i że pewnie nie chcę się zobaczyć, a potem podał mi swój numer gadu gadu. Pisaliśmy jakieś pół godziny, do póki nie powiedział mi, że chciałby żebym była jego młodszą siostrą. Potem znowu coś we mnie pękło… Zadzwoniłam do niego, powiedziałam nieco ostrzej jak się sprawy mają, czy skoro całuje siostrę, to czy wszystkie swoje przyjaciółki też, zaprzeczył jednak. Kiedy stwierdziłam, że dla mnie przyjaciel to coś więcej niż brat, to powiedział, że chce być kimś więcej niż przyjacielem. I znowu dał mi tę nadzieję!!!
Nie, nie kocham go i nigdy nie kochałam. Był dla mnie bardzo ważny. Przy nim mogłam się otwierać, porozmawiać o sprawach ważnych, przemyśleć całe swoje życie i chcieć je zmienić, oczywiście na lepsze. Nikt jeszcze czegoś takiego nie dokonał !
A tu nagle… Dzieje się coś takiego. Nie widzieliśmy się jakieś półtora miesiąca, przez ten czas myślałam o nim codziennie, tęskniłam, wiele razy płakałam, wszystko traciło sens…
W końcu powiedział mi podczas jeden rozmowy telefonicznej, że pisze książkę i chciałby mnie gdzieś w niej umieścić… Ale na pewno tego nie zrobi, w końcu co ja zrobiłam dla niego? Jak niby wpłynęłam na jego życie? 
Nie, nie kochałam go. Z całą pewnością nie.
Kochałam moje wyobrażenie o nim. Wydawało mi się, że jest wspaniały, cudowny, ale tylko wtedy kiedy z nim nie byłam. Podczas wakacji wszystko działo się na tyle szybko, że nie miałam chwili do namysłu i gubiłam się we wszystkim. Nawet wtedy u niego… Kiedy stamtąd wracałam miałam mieszane uczucia. To wszystko było takie cholernie trudne.
Aż w końcu przyszedł moment, kiedy sama mówię: dość. Nie chcę żyć iluzją ! To wszystko nie ma sensu, nie chcę mieć z nim kontaktu jeżeli mamy się widywać raz na miesiąc, czasem do siebie dzwonić i… nie być razem. Czuję, że nie zniosłabym tego. Teraz dalej chce mi się płakać, słucham do tego „I will be” – piosenki którą mu przesłałam i napisałam, że kojarzy mi się ona z nim.
Bardzo się wszystko we mnie zmieniło, od kiedy go poznałam. Jeszcze bardziej dojrzałam.
A oprócz tego to poznałam takiego Łukasza. Wszystko było ogólnie dziwne, bo poznałam go w autobusie. Było tak :
Wracałam z Kulturalnego z Balbą, było już dosyć ciemno, w 137 zauważyłam chłopaka, którego (jak mi się wydawało) skądś kojarzyłam. Patrzyłam chwilę na niego, ale nie było to nic szczególnego… Wysiadłam potem przystanek wcześniej by wpaść po książkę do Naty. Pięć minut później wracałam już w 138. Wysiadając przed moim wieżowcem, zauważyłam Łukasza, który chciał wsiąść tymi drzwiami, którymi ja właśnie wysiadałam…
Popatrzyłam na niego, ale nie jestem sobie w stanie przypomnieć czy moja mina wyrażała zdziwienie, czy na twarzy gościł nawet uśmiech. Podeszłam do świateł czekając na zielone, obracam głowę w prawo, a tu ON ! Idzie w moją stronę… Zapytał co tam u mnie i stwierdził, że „skoro spotkaliśmy się już drugi raz, to może umówimy się na jakąś kawę” . Byłam strasznie zaskoczona tym wszystkim, nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Przez całą drogę na drugą stronę próbowałam odpowiedzieć coś konkretnego, ale miałam straszny mętlik w głowie. Powiedziałam mu, że w sumie to nie wiem, bo mam jeszcze jedną niedokończoną sprawę, ale tak po koleżeńsku możemy się zobaczyć. Potem pojechał jeszcze ze mną po coś do sklepu i po godzinie odprowadził mnie do domu ^^ . Spotkaliśmy się jeszcze dokładnie tydzień później i chociaż miało to trwać nieco krócej, to przedłużyło się na tyle, że nie zdążyłam się spotkać na mieście z dziewczynami… Wróciłam do domu z miasta dosyć późno. Nasze drugie spotkanie odbyło się w kolejną (ostatnią) środę. Choć na początku było trochę nieswojo, to później wszystko się zmieniło. Chodziliśmy koło rynku, ponad godzinę siedzieliśmy po ciemku nad Wisłą rozmawiając i marznąc. Dodatkowo ciągnęło od wody. Nie muszę dodawać o straży miejskiej, która świeciła nam latarką po oczach, pytając czy jesteśmy pełnoletni, na co Łukasz zapytał czy jest „jakiś problem?” . Chodziło oczywiście o to czy nie spożywamy alkoholu xD. Po dłuższym czasie odprowadził mnie do domu, a wcześniej… (…) Wydarzyło się coś. Miałam przez to nieco mieszane uczucia, ja tak nie potrafię. Jeszcze nie zapomniałam o jednym, więc nie mogę tak po prostu już z drugim. W sumie nie znamy się jeszcze jakoś dobrze, ale czuję, że raczej nic z tego nie wyniknie więcej… Podczas naszego wcześniejszego spotkania mówiłam mu trochę o J. Najdziwniejsze było to, że właśnie podczas naszego spotkania on do mnie zadzwonił ! Ale nie odebrałam… Nie oddzwoniłam później, nie pisałam nic…

I na tym koniec moich perypetii. Chcę zapomnieć o J. Jednak jest to ktoś kto na długo pozostanie w mojej pamięci, jako wspaniały człowiek, który pokazał mi jak żyć !
” Wiele nie musiał robić, a ja wiedziałam już wszystko. „
Od tamtej pory wiele się zmieniło. Czuję, że to właśnie dzięki niemu miałam tak wiele przemyśleń dotyczących życia i to przez niego tak wiele zrozumiałam. Nie wiem czy znajdę jeszcze faceta, który choć trochę tak mi zaimponuje jak on.
ANIOŁ.

Tak poza tym to na zajęciach teatralnych postanowiliśmy grać „Wesele” Czechowa. Dostałam już jedną z ról, więc teraz tylko do pracy. Mamy nową grupę, ponieważ doszło wielu znajomych Borysa i musieliśmy się jakoś podzielić. Do tego dużo osób ze starej grupy zrezygnowało. Teraz jest nas osiem osób, dołączył do nas mulat – Marwel. ;)

Co jeszcze nowego? Otóż zapisałam się na wolontariat i właściwie to zaczęłam już poważniej działać. Pomagam w nauce takiej Agatce. Uczę ją przede wszystkim matematyki, przy czym sama przypominam sobie wszystkie podstawy, o których już dawno pozapominałam.

I jeszcze jedno z ostatnich wydarzeń.
Wracałam we wtorek z zajęć, było już ciemno. Przed sobą widzę chłopaka jadącego na rowerze. Wydawało mi się, że wiem kto na nim jedzie. Poszłam więc nieco bujniejszym krokiem, a wpatrzona byłam w ziemię… Nagle on hamuje centralnie obok mnie ! Kto taki ? Przemek ! Po roku i trzech miesiącach odezwał się do mnie, byłam zszokowana. Powiedziałam mu, że bardzo dawno nie gadaliśmy i takim dziwnym tonem, że fajnie, że w ogóle się odezwał… Rozmawialiśmy chwilę, moja mina musiała być nieco zszokowana, ale bardzo mi teraz ulżyło. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, chociaż już od dawna mi na nim nie zależało w żaden sposób, ale czuję teraz w końcu uczucie spokoju. Jakby wszystko zostało dopięte ‚na ostatni guzik’ . Czuję, że powinno się to stać już dawno, wtedy nie odczuwałabym tej rany, w której „pozostał pocisk” , bo wyszedł by on już dawno na wylot. Jednak lepiej późno niż wcale. Jestem teraz całkowicie spokojna. Na koniec pocałował mnie w policzek i po prostu odjechał…

Jutro widzę się z Natą. Mamy zrobić sobie jakąś sesję jesienną. Tak dawno nie robiłyśmy już zdjęć, nie mówiąc o tym co było kiedyś ;). Przez ten miesiąc byłyśmy w kinie na „Jedz, módl się, kochaj” , była u mnie na noc z okazji urodzin, piłyśmy u niej nalewkę, którą jej mama dostała na dzień nauczyciela ;D i było jeszcze kilka pojedynczych spotkań. ;*

Co do szkoły to nie jest źle. Muszę poprawić się z matematyki i historii i bardziej przyłożyć jeszcze do nauki, ale ogólnie to nie jest tak tragicznie ;).
Z dziewczynami też jest w porządku.
Lubię cotygodniowe spotkania z Balbą w Kulturalnym, rozmowy z Agą A. na wuefie i nie tylko, granie w ukochaną siatkę (ostatnio o dziwo polubiłam nawet wuef ^^), wykrzywianie się do Agaty S. która siedzi w równoległej ławce, pisanie liścików, interpretację wierszy na polskim… Epoka romantyzmu głównie na tym się opiera ;). Tak jak Nata bardzo lubię ten przedmiot.

Czytam obecnie książkę: „Niezwykłe dzieje mózgu Einsteina” , którą dostałam od Ani na urodziny… I staram się jakoś ogarnąć te wszystkie lektury…

To chyba na tyle. Postaram się aby kolejna notka pojawiła się nieco szybciej niż obecna. Żeby objętościowo była nieco krótsza i bardziej świeża ;).

Cóż… Pozostaje mi odpoczywać przez kolejne pięć dni wolnego… Nieco się pouczyć, porobić wszystko do szkoły, „pospotykać” z niektórymi ludźmi, nie załamywać, przemyśleć wszystko, nabrać więcej optymizmu i uśmiechu. ;-)