Nie pisałam już od ponad półtora miesiąca. To chyba najdłuższa z moich przerw jak do tej pory. Swoje myśli przelewałam intensywnie do zeszytu, tak zwanego pamiętnikiem. Bez tego nie umiałabym normalnie funkcjonować. Natłok myśli przeszkadzałby mi w logicznym myśleniu, nauce… Poza tym stwierdziłam, że dopiero wtedy kiedy zaczynam pisać odkrywam co mi tak naprawdę dolega. Czy to żal, czy smutek, czy zazdrość… A może po prostu jakieś nieporozumienie, niepewność… Tak więc pisałam i pisałam, a oprócz tego funkcjonowało drugie źródło filtracji moich myśli – photoblog. Na nim po prostu oznajmiałam coś światu, kierowałam swoje słowa, sentencje, lub po prostu krótkie myśli do szerokiej grupy ludzi. Wiem, że dużo osób ma adres tamtego bloga, z resztą nie było im trudno go zdobyć. Pisząc tam wiem, kto konkretnie będzie czytał moje poskładane w słowa litery. Przez to mogę pisać to co leży mi na sercu, to czym chcę cię podzielić z ludźmi, znajomymi. Niestety nie mogę tam pisać wszystkiego na co mam tylko ochotę. Być może trafi to w niewłaściwe ręce? Albo po prostu ktoś źle mnie zrozumie, inaczej niż zamierzałam to przekazać. Ale tamta forma pamiętnika dawała mi na prawdę dużo. Aż w końcu… mój stary, dobry blog onetowski. Nie miałam dla niego za dużo czasu. Być może dlatego, że pisząc tu używam od razu dłuższej formy wypowiedzi, zdania wymagają dłuższego zastanowienia i co się z tym wiąże: większej ilości czasu. Oczywiście, miałam wiele chwil w których mogłam wystukać tutaj cokolwiek, ale… najwidoczniej nie była to odpowiednia pora i czas. Nie było na to idealnego nastroju… Parę razy logowałam się, ale po skleceniu dwóch zdań automatycznie wychodziłam. Teraz postaram się żeby było inaczej. Chciałabym kontynuować tę stronę, żeby nie było luk w ciągłości zebranych tutaj myśli. Nie wiem jednak czy będę w stanie napisać tu wszystko co się działo od dnia 13 sierpnia. Nie! Z pewnością nie będzie tutaj nawet połowy, nawet jednej trzeciej wydarzeń, myśli z którymi się borykałam przez ten czas. Nie napiszę dokładnej ilości razy w których płakałam, ani chwil w których wszystko traciło sens i tych w których czułam, że życie jest piękne. Tak więc postaram się teraz choć w wielkim telegraficznym skrócie streścić najważniejsze wydarzenia z historii mojego życia, z tego okresu. Posłużę się przy tym moimi notatkami.

 Wakacje nie należały do szczególnie udanych w tym roku. Pierwszym powodem była doskwierająca mi choroba, o której już nie będę pisać, bo wspominałam o niej już nie raz, nie dwa. Drugim powodem był Jacek. Ciągłe myśli o nim, życie w niepewności, tęsknota… Nie za bardzo sobie z tym radziłam. Cóż… mogłabym powiedzieć, że jednak byłam silna. Mogę być z siebie dumna, że przeszłam przez to wszystko, tysiące myśli dziennie kierowane były ku jego osobie. Czułam się zagubiona, smutna, niezrozumiana. Nie mogłam do końca powiedzieć, że „mam chłopaka”. Jednak zmieniłam sobie taki status związku na facebooku. Po tym wszystkim co się wydarzyło, po tym , że całuje mnie w usta na pożegnanie, chyba miałam do tego prawo? W końcu kiedy bym go „zdradziła” to raczej nazwano by tę rzecz po imieniu, bo w końcu teoretycznie coś nas łączyło. Tak więc, również dla informacji innych facetów (a było ich paru) postanowiłam taką informację włączyć. Wiem, że to tylko stronka społecznościowa, równie dobrze mogłoby jej nie być, ale… czemu miałabym mieć ciągle status „wolna” skoro nie do końca było to przecież prawdą. Pierwszy tydzień pisaliśmy normalnie, pisał mi bardzo słodkie smsy na dobranoc, ja odwdzięczałam mu się tym samym, podczas pobytu na Kalwarii zadzwonił do mnie z sopockiego mola, ja również później się z nim jakoś kontaktowałam. Ale w kolejnym tygodniu nie było już tak pięknie. On milczał… Ja czekałam i czekałam i traciłam już nadzieję… Resztki nadziei. Napisałam do niego w drodze powrotnej w pociągu, okazało się, że zmieniał telefon i nie miał podobno mojego numeru… Tak poza tym to w Krasiczynie byłam stosunkowo krótko, w porównaniu do innych lat. Byłam parę razy w Przemyślu, na zakupach z Olką, na Cisowej, w Olszanach… Na Kalwarii z wujkiem Mariuszem, potem również z nim w Bieszczadach, bo były jakieś pokazy spadochroniarskie… Nie mogłam powiedzieć, że te wakacje były w pełni zadowalające mnie. Przez niego w szczególności, bo strasznie mnie to wszystko męczyło. Nie byłoby godziny w której on by nie krążył w moim umyśle. Tęskniłam strasznie, chciałam go przytulić i… czekałam chociażby na tego głupiego smsa, który nie nadchodził. Ze złości rzucałam telefonem, gdy okazało się, że to pisze ktoś inny niż on. Hmm… jakbym mogła to jeszcze wszystko scharakteryzować… Wysłałam mu kartkę, zgodnie z obietnicą.
Nie mówię, że nie cieszyłam się z wyjazdu, bo oczywiście było mi bardzo miło zobaczyć się z całą rodziną, jeździć z nimi w różne miejsca, na niektórych się trochę powkurzać… Wieczorami być malowaną i czesaną dosyć ekstrawagancko przez Olkę ^^ , która później robiła mi całe serie zdjęć w nowym imagu. To były na prawdę miłe i nieco śmieszne chwile. Brakowało mi Krakowa, rodziny i znajomych, ale jakoś to znosiłam. Wiedziałam dlaczego się tu znalazłam – żeby odpocząć, zatęsknić, odreagować. To wszystko miało (by) jakiś sens. Jednak ON…

A ostatni miesiąc minął mi dosyć szybko, zresztą tak jak wakacje. Zakończenie wolnego świętowałyśmy z Agatką S. i Balbą w Kulturze. Spotkałyśmy tam Wondera z kolegą – również Maćkiem. Potem gdy Balba pojechała ze swoim chłopakiem, bliżej poznałam tego Maćka. Próbował… mnie pocałować, ale nie zgodziłam się na to. Jedyną przeszkodą był właśnie ON. Kilka dni później wybrałam się z nim na koncert rockowy. Był z nim kolega, w później dołączył się do nas jeszcze jeden i jego koleżanki z podstawówki. Było świetnie! Pogowałam w balerinach, z czego jedną zgubiłam ;D. Potem dopiero Maciek ogłosił przez mikrofon, ze dziewczyna zgubiła balerinkę i że znalazca dostanie buziaka xD. Był w takim stanie, że nawet śpiewanie na scenie nie było dla niego problemem. Zresztą ja też rzucałam się w tłum ludzi ze sceny, przez których byłam niesiona. ;D Było wspaniale, chociaż miałam problemy z powrotem do domu o pierwszej. Nie będę się tu rozpisywać na temat paru innych posiedzeń w kulturze czy w Fauście, bo szkoda na to czasu :). Powiem tylko, że w klasie się trochę pozmieniało. Stałam się inna, mam teraz do ludzi inny stosunek. Wiem, że to przez niego zaczęłam teraz inaczej patrzeć na ten świat. Zauważyłam, że już nie trzymam się tak bardzo z tamtą grupka, bo stwierdzam, że nie ma sensu tak być od kogoś uzależnionym. Lepiej robić wszystko na własną rękę i zadawać się z ludźmi, którzy są podobni do mnie. Dzięki którym mogę się rozwijać, rozmawiać na tematy sensowne, podobnie jak można czynić to ze mną, skromnie mówiąc. Mam dość ciągłych pytań w szkole „jak z Jackiem?”. Przecież nic się nie działo ! Wkurzało mnie to coraz bardziej, bo coraz częściej mi o nim przypominano, aż w końcu stwierdziłam, że źle zrobiłam mówiąc nawet temu „najbliższemu” otoczeniu o nim…
Widziałam się z nim od tamtej pory tylko jeden raz. Siedzieliśmy w KFC, jak na wspomnienie naszej pierwszej randki, po której wróciłam ze średnim zadowoleniem. Tzn nie dlatego, że był to jakiś nie wypał, bo było na prawdę dojrzale, tylko byłam na tyle pewna siebie, że poniekąd czułam mały zawód w jego zachowaniu. Nie wiem jak mam to opisać, ale może wtedy po prostu nie czułam jeszcze do niego sympatii. Zachowywałam się bardzo naturalnie, może nawet trochę szalenie, czego nie umiałam już kontynuować parę spotkań później. Bo jest taka zależność, że jak mi na kimś zależy, to automatycznie moja pewność siebie spada, boję się zrobić coś głupiego. Zaczynam się denerwować i automatycznie staje się nieśmiała. A jak mi na kimś nie zależy, to jestem sobą, robię różne głupoty nie mając żadnych oporów. Nie analizuję swoich słów, robię wszystko szybko i spontanicznie. Być może dlatego nasze ostatnie spotkanie było dosyć nieswoje. Najbardziej mnie bolało to, że na pożegnanie oraz na powitanie jedynie mnie cmoknął w usta. potem tak się spieszył, że nawet mnie nie przytulił chociaż złapałam go tak z tyłu za plecy.
Oprócz tego to dzwonił do mnie w niedzielę, ale akurat pracowałam i byłam poza zasięgiem. Napisał jedynie później smsa, że będzie kara za nieodebranie ;D. Taak, ostatnio dużo pracowałam. Byłam nawet na całym weselu zmywając naczynia, było to straaasznie męczące, ale zarobiłam chociaż sporo pieniędzy. Teraz muszę je jakoś spożytkować.
Wczoraj miałam urodziny. Miło się złożyło, że miałam również szczęśliwy numerek w szkole – 31, więc nie mogli mnie z niczego pytać, tak więc na angielskim mi się upiekło. W szkole niektórzy składali mi życzenia, było bardzo sympatycznie, jak również i na nk, gadu gadu i facebooku ^^ . Artur zapomniał o moich urodzinach :<. Jacek napisał mi strasznie długiego smsa z życzeniami, aż zrobił się z tego mms. Ucieszyłam się, ale w pewnym momencie wybuchłam płaczem, jeszcze nigdy tak przez niego nie płakałam. Napisał, (oczywiście było bardzo dużo różnych życzeń, z czego każdą swoją myśl rozwijał) : „Nie będę Ci życzyć miłości, bo pomimo że to piękne uczucie, prawda jest taka, że w wieku 17 lat jest na nią za wcześnie”. To mnie zabolało najdotkliwiej. Czy jest to jakaś aluzja do NAS ? Wiem, że go nie kocham, bo nikogo tak na prawdę jeszcze nie kochałam, ale może za krótko się znamy. Przecież mi na nim jednak zależy ! Oczywiście te życzenia są wyjęte z kontekstu między ” „Bądź odważna, a potężne siły przyjdą Ci z pomocą” , a : „Za to korzystaj z życia i baw się, bo kiedy już założysz rodzinę to odniesiesz wiele korzyści ale też z wielu rozrywek powinnaś wówczas zrezygnować, a które w młodości możesz realizować, bez ponoszenia konsekwencji”. Co on miał wówczas na myśli? Jednak nie ma to jak szczera, prawdziwa rozmowa, tam wszystko byłoby ulotne i zrozumiałe ! Bez analiz słowotwórczych, z wyjaśnieniami. Ale… czy on się bawił „ze mną” ? Skoro twierdzi, że mam się bawić. Męczy nie to, czy on chciałby być ze mną, albo chociaż mnie bardziej poznać, czy może jednak liczył na wakacyjną przygodę, wolny związek ?! ;(
Muszę z nim pogadać poważnie na ten temat !
Tak generalnie to zapisałam się jeszcze na wolontariat, będę pracować, pomagając jakiemuś dziecku w nauce, bawiąc się z nim.
Z zajęć teatralnych nie zrezygnowałam. Dzięki NIEMU. On był moją motywacją, do tego abym została, żebym się nadal rozwijała osobowościowo, nie stała w miejscu. Teraz grupa wygląda nieco inaczej. Jesteśmy podzieleni na dwie różne, ponieważ doszli nowi ludzi. Ale… tak wiele stało się dzięki niemu. Tak wiele zrozumiałam, nauczyłam się. Już nie wezmę więcej papierosa do ust ! Właśnie dla niego !
On nauczył mnie, jak mam żyć ! Jak mam być sobą !
W sumie, on nie zrobił zbyt wiele, nie mówił nic, ja wywnioskowałam to z jego sposobu bycia, z tego w jaki sposób rozmawiamy, jakie są jego cele życiowe. Wiem, że on osiągnie bardzo dużo i może dlatego nie czuję się taka dobra, będąc przy nim. Ciągle powtarzał mi jaka jestem wrażliwa… A on jest tak bardzo pewny siebie, tyle może ! Po co ja mu jestem ?
Dzięki niemu wiedziałam już wszystko. Jak mam żyć, że mam się nie zmieniać. Wiem co robić, żeby być szczęśliwą i dążyć tym życiem do celu.
Choć często w bólu i łzach, ale „po burzy zawsze wychodzi słońce…”