Przyszła już pora coś napisać. W końcu tyle się działo… Minęło to czego się najbardziej obawiałam od ostatnich tygodni. Czuję wielką ulgę – to prawda, ale oprócz tego, że teraz wiele się zmieni. Było mi trochę ciężko w tym Płocku – pod względem zarówno fizycznym jak i psychicznym.
Zacznę więc może od samego początku.
W czwartek (10.06) o godzinie 5 rano spotkaliśmy się pod MDK’iem by wyruszyć na festiwal teatralny. Siedziałam z samego tyłu obok Kasi, Agnieszki i Ali. Trochę źle się tam czułam, wolałabym siedzieć obok kogoś kogo znam lepiej, ale było już za późno. Podróż była długa i męcząca. Na szczęście na górze była zamontowana klimatyzacja.

W tym momencie skasowała mi się reszta notki, którą usiłowałam napisać parę dni temu. Nie będę opisywać wszystkiego jeszcze raz, tylko pokrótce opowiem co się działo…

No więc w pokoju byłam z dwoma Olami i Dorotą. Dostałyśmy nie wiadomo dlaczego pokój sześcioosobowy, ale spoko ;D. W pierwszy dzień poszliśmy na płocki plac zabaw i oglądaliśmy niektóre konkursowe spektakle. Z czwartek musieliśmy wyjść, bo wszyscy byli strasznie zmęczeni…
Następnego dnia o 10 rano odbył się nasz występ. Myślę, że wszystko poszło dobrze, w sumie zawsze się mówi, że można było zagrać coś lepiej, ale jestem zadowolona z nas. ;)
Następnie czekała nas przyjemna część oglądania występów innych (jednak granie jest znacznie przyjemniejsze) ^^ . Po obiedzie wyjechaliśmy z hotelu by pochodzić trochę po mieście. Udaliśmy się do paru ciucholandów w celu kupienia czegoś na wieczorną paradę. Kupiłam sobie za niecałe 5 złotych sukienkę, kapelusz i bolerko xD i tak wszyscy dziwnie poprzebierani ruszyliśmy na marsz po mieście ;D. Ludzie dziwnie się patrzyli, robili nam zdjęcia, a my śpiewaliśmy piosenkę „Hecy” . Śmiesznie było, chociaż strasznie męczył nas upał i chcieliśmy jak najszybciej wracać do ośrodka.
Z B. uśmiechaliśmy się do siebie, puszczaliśmy sobie oczko, gadaliśmy o tym, że przyjdę do niego w nocy i takie tam xD. Rozwalające to, chociaż wiem, że on ma dziewczynę, ale nie biorę przecież tego na serio. Hehe… Na następny dzień pojechaliśmy na ogłoszenie wyników. Okazało się , że nie było miejsc, ale tak licząc wychodziłoby nam coś koło drugiego, lub trzeciego. Wygrały dzieci z podstawówki grające „Śnieżkę” . ;))
Wracając nie siedziałam już obok nich – chwała Bogu ^^ . Gadałam potem z Agą, Ewą i Olą aż do końca jazdy. Fajnie się wracało. Po powrocie do domu było mi strasznie smutno, bo nie miałam już dywanów w pokoju, a wszystkie rzeczy były porozwalane, po tym jak podnosili meble… Po trzech dniach pięknej pogody, akurat zaczęło padać i nawet padał grad. Na następny dzień pracowałam w restauracji. Byłam strasznie padnięta, ale zarobiłam co nie co ;).
Udało mi się i cudem mam tą średnią 4,0 ! Musiałam iść do katechety, bo dał mi bdb, chociaż nawet wymieniał mnie do cela i odpowiadałam ;D.
W poniedziałek nie byłam w szkole, bo przyjechała rodzina z Robciem. Zaraz na następny dzień pojechali.
Za tydzień zakończenie roku <woooow>. Trudno mi w to uwierzyć, ale tak jest. Jakoś nie robimy teraz niczego szczególnego i trochę szkoda, że kończy się już ten rok szkolny. Pewnie wszyscy powyjeżdżają, a ja będę zajęta przeprowadzką… Jest też oczywiście dużo plusów, ale jakoś mi tak smutno. ;P