Nierozważna i Romantyczna

    Szepczę: życie – jak gdyby życie było kochankiem, który chce odejść –

    Wpisy z okresu: 3.2010

    Premiera i wiele innych spraw

    4
    Po ostatnim spektaklu udało mi się podnieść, chociaż nie do końca było łatwo. We wtorek mieliśmy kolejną próbę teatralną. Potem w czwartek mieliśmy się spotkać o 17:30 żeby poustawiać dokładniej światła i spokojnie się przygotować do premiery. Byli zaproszeni nasi znajomi i rodzina. Z mojej strony przyszła tylko mama. Ania bardzo chciała zobaczyć występ, ale była chora, niektorzy ludzie z klasy mieli trochę daleko, Nata miała ważniejsze sprawy, a Artura jakoś odgoniłam od tej myśli. Szkoda w sumie, że wiecej osób tego nie widziało chociaż jeszcze bardziej bym się wtedy wstydziła wyjść na scenę. I tak mama była tą najważniejszą osobą, która mogłaby się zjawić :) .
    No więc wyszłam w ten dzień trochę za późno z domu i wiedziałam, że na pewno spóźnię się parę minut. Wsiadłam w autobus, żeby podjechać do estakady, a tam przesiąść się w coś innego. Na pierwszym przystanku zadzwoniła do mnie podekscytowana Nata. „Nie uwierzysz kto przed chwilę szedł moją uliczką!” . Od razu pomyślałam sobie: „Na pewno jest to Radek” . Więc kto? „Radek!” . Zdziwiłam się co on jeszcze tu robi, przecież już powinien być na miejscu. Na drugim przystanku wysiadłam z autobusu, przeszłam przez jedne pasy, a na drugich – tych najdłuższych, czekałam na zielone światło.
    Nagle moim oczom po drugiej stronie ukazuje się – ? – właśnie on. oO
    Zajadał się jakąś bułką, hehe. Gdy mnie zobaczył przystaną na chwilę, a ja mu pomachałam. Gdy przeszłam na drugą stronę, porozmawialiśmy i czekaliśmy na autobus. W końcu coś przyjechało… Dowiedziałam się kolejnych rzeczy o nim. Z autobusu mieliśmy jeszcze kawałek do przejścia. Właściwie to już pod MDK’iem spotkaliśmy biegnącą na zajecia Kasię ;) .
    Jak się później okazało, główny bohater – Borys zjawił się 20 minut przed spektaklem z czego byliśmy niezadowoleni. 
    O 19 przyszli nasi goście. Ja wypatrywałam zza kulis mojej mamy wchodzącej do sali. Zaczęliśmy grać. Już w drugiej scenie Radek wskakując ponownie na plecy Borysa prawie przeleciał przez niego. Całe szczęście, że udało im się skleić jakoś tę scenę i Radek ponownie wskoczył na niego po dialogu. Drugim i właściwie ostatnim błędem przez nas popełnionym była deskorolka na której wjeżdżała Ewa. Kiedy wprowadzono cysternę, deska pojechała do przodu i Ewa musiała z niej zeskoczyć. Ze spokojem znowu na nią wskoczyła. Kiedy zbliżała się moja scena mówiłam, że boję się. Wstydziłam się trochę wyjść na środek. Radek pokazał, że trzyma kciuki… I wyszłam. Było praktycznie tak jak na próbach. Podobno miałam niezłe wejście. Mojej mamie się podobało. Scena sklejenia też poszła pomyślnie. ; )
    Na końcu został stłuczony kieliszek, którego użyliśmy po raz pierwszy (miał zostać stłuczony) . 
    Po spektaklu podeszliśmy do naszych znajomych, potem poszliśmy się przebierać. Pan wskazując na mnie i na Agnieszkę grającą matkę powiedział, że przeszłyśmy dziś same siebie. ;) Byłam szczęśliwa wracając stamtąd. Wyciągnęłam mamę na chwile do Reala ; ] .
    Stwierdziłam ostatnio, że przez te zajęcia opuściłam się trochę w szkole. Oceny mnie nie zadawalają, ale cóż. Lepiej coś robić, przeżywać, rozwijac się, niż mieć tylko ‚lepsze stopnie’ . Nie żałuję tego. Przestało mi już tak bardzo zależeć na szkole…
      
    Oprócz tego to w szkole mamy duże luzy z powodu chorób nauczycieli. Ania i Agatka S. również są chore. Wczoraj pojechałam do tej drugiej. ;) Pogadałyśmy sobie, pochodziłyśmy po jej okolicach. Dowiedziałam się paru nowych faktów. 
    Jak wróciłam spotkałam się w końcu z Natą. Nie widziałyśmy się chyba parę dobrych tygodni. Też pochodziłyśmy po osiedlu rozmawiając. ;]
    W szkole siedzę albo z Balbiną, albo z Agą A. Dziękuję tej drugiej, że potrafi mnie wysłuchać. mam nadzieję, że w tym tygodniu również usiądziemy razem. 
    Wczoraj mieliśmy tylko jedną normalną lekcję, później zastępstwo, które przegadałyśmy z Eweliną L, Martą i właśnie z Agą. Następne dwie godziny to było spotkanie z byłym pułkownikiem, najmłodszym w Armii Krajowej. Podobało mi się to spotkanie i historia, którą nam opowiedział. Były tam obecne wszystkie klasy humanistyczne (a,e,f). 
    W tym tygodniu spotkałam się również z Arczim. 
    Jeszcze do szkoły tylko poniedziałek, wtorek i środa, a potem święta :) .
     
    W końcu jakieś dłuższe wolne. Ach wspaniale… Prawdopodobnie spędzę je w Krasiczynie.
    Dla niektórych ludzi z mojego otoczenia za dużą rolę odgrywają … ciuchy. Rozumiem, ze można jeździć do galerii, kupować od czasu do czasu coś nowego. Ale żeby gadać o tym non stop?  i jeździć tam co drugi dzień?
    Dla mnie to strata czasu. 
    Przecież ważniejsze są rzeczy duchowe! uczucia!
    Materia jest zła, jak mówi jedna z filozofii antycznych ! Jak ja kocham ten Język polski. ;]
    Na polu coraz cieplej.  Dwa tygodnie bez zajęć. Będę mogła w końcu odreagować, przed występem w teatrze Słowackiego! Nie mówiłam ? A tak, właśnie – dostaliśmy się! Zagram na deskach teatru Słowackiego. Czy to nie brzmi wspaniale? :D
    Teatr < 3 
    ŘÂĎŮŠ

    Pierwszy debiut na scenie

    1
    Spektakl „Joko świętuje rocznicę” ,
    grany w Krakowskim centrum młodzieży.

    Dzisiejszy dzień był dniem pełnym nerwów. Właściwie to wszystko zaczęło się już wczoraj. Ostatnie zajęcia teatralne, ostatnia próba przed dzisiejszym spektaklem. Tak wyszło, że nie dokońca wiedziałam, gdzie mamy się spotkać, więc już we wtorek Radek zaproponował, że możemy tam pojechać razem. Przecież mieszkamy niedaleko siebie. Wczoraj jeszsze ustaliliśmy wszystko dokładniej. Podał mi swój numer i miałam zadzwonić do niego kiedy wsiąde do 164, na moim przystanku. 

    Oczywiście dzień wcześniej strasznie się denerwowałam. Miałam iść już spać, gdy nagle zaczęłam się zastanawiać czy mamy się spotkać za piętnaście 10 czy 11. Weszłam więc na komputer i dowiedziałam się od Agnieszki, że jednak ta druga opcja : ) .
    Miałam jakieś dziwne sny, że mój autobus nie przyjeżdża, że spóźnię się z Radkiem na spektakl. Rano emocje już trochę mniejsze, ale jednak dalej ‚jakieś’ . W autobusie, gdy się z nim w końcu spotkałam było już w miarę dobrze. On za to strasznie się denerwował. Próbowałam mu jakoś pomóc. Jeszcze przed odsłonięciem kotar powiedziałam, żeby się nie denerowował, ale nic nie odpowiedział. Scena okazała się bardzo mała, co znacznie utrudniało nam grę, ale jakoś to było. Ledwie pomieściliśmy się w kulisach. Myślę, że poszło nam bardzo dobrze. Nie było większych problemów z tekstem. Nikt nie dał klapy :) . Najtrudniejsze sceny, których się obawialiśmy również poszły nam pomyślnie. Będąc tam nie stresowałam się już praktycznie w ogóle. Na pewno nie bardziej niż w naszej mdk’owej sali. Wyszłam, powiedziałam co mam powiedzieć, albo raczej wywrzeszczałam i tyle. Nie zastanawiałam się nad tym, że spektakl ogląda więcej ludzi niż zwykle, że są wśród nich znawcy teatru, sztuki. Po prostu robiłam to co miałam robić. W sumie wychodząc na scenę nie ma już takiej tremy, kiedy wiem, że gram to samo po raz trzydziesty. Nie miałam nigdy wcześniej problemów z tekstem, więc czemu nagle miało by się stać inaczej? 
    Potem wypowiadali się ‚eksperci’ . Chyba podobało się im nasze przedstawienie, ale dużo się o nim nie wypowiedzieli. Pani powiedziała że „świetne” i tyle. Pochwaliła również, że była to jednoaktówka, które ona uwielbia. Oprócz nas była jeszcze jedna jednoaktówka. Czyli najprościej mówiąc – ciągła, jedna akcja, bez przyciemnień i zmian otoczenia. Nikt nie powiedział o nas nic złego. W innych grupach było nieco więcej krytyki. Mówili co było źle i tak dalej. A u nas: zero.
    Za jakiś czas dowiemy się czy przejdziemy do kolejnego etapu i czy zagramy w teatrze Słowackiego. Było by cudownie! Zawsze chciałam iść do tego teatru, na sztukę, ale nie było zbyt okazji i pewnie byłoby drogo. Teraz mam okazję tam zagrać! My zrobiliśmy już swoje, teraz tylko inni muszą podjąć werdykt, które grupy przejdą dalej. Chociaż nie zagralibyśmy na dużej scenie, tylko na małej to i tak byłoby wspaniale! <3
    Po spektaklu pojechałyśmy z dziewczynami, autem Eweliny niedaleko rynku. Kasia chciała iść do innych z naszego zespołu, mi również to proponowała, ale stwierdziłam, że nie chcę pić, poza tym nie chciałam być przy pewnej osobie. Poszłyśmy z Olą połazić chwilę po rynku, a potem wróciłam do domu. Na Kleparzu spotkałam Krissa.
    Czuje wielką ulgę, ale nie jestem do końca szczęśliwa.
    Być może dlatego, że nie czułam się przy nim swobodnie i ogólnie było tak trochę dziwnie. Tak poważnie. Już wiem, że parę rzeczy mi w nim nie odpowiada, jednak widzę również, że to nie będzie miało sensu. Za bardzo się różnimy ? Chociaż wiem, że bardzo bym chciała…