Nierozważna i Romantyczna

    Szepczę: życie – jak gdyby życie było kochankiem, który chce odejść –

    Wpisy z okresu: 2.2010

      

    Czemu ja wcześniej nie wiedziałam, że takie pisanie pomaga ?
    Na zajęciach niestety nie było za ciekawie. Chociaż nie szłam na nie sama (tylko z obiektem moich westchnień). Próba się niestety nie odbyła, z powodu braku kilku znaczących postaci, więc zajęliśmy się kostiumami. Poszliśmy do budynku obok, gdzie znajdowały się stroje i szukaliśmy innych ciekawych rekwizytów, dla tych którzy nie mieli jeszcze nic. Między innymi dla mnie ;) . Ja nie potrafię rozmawiać z R. jak nie jesteśmy sami. Nie umiem, boję się, nie wiem co powiedzieć. Było mi smutno po zajęciach, bo ja do niego nie pasuję, nie mam z nim kontaktu jak inni. Postanowiłam, że sobie odpuszczę, bo po co mi tyle smutku i złości? Nie, niech nikt mi nie pisze, że dam radę, że może jednak mi się jakoś uda, żebym spróbowała. Nie jestem taka silna… Nie poradzę sobie. Nie chcę się męczyć. Gdybym miała więcej sił, to prawdopodobnie nie miałabym problemu w kontakcie z nim. Tak więc…

    Dzisiaj miał być ciężki dzień. Nie byłam przygotowana na wszystko. Z polskiego wywinęłam się od odpowiedzi, potem na angielskim pani zapytała numery : 32 i 30. Dlaczego pominęła 31?  oO
    Najbardziej obawialiśmy się wszyscy chemii. Otrzymać sól pięcioma metodami? Udało mi się ! Mam piątkę : ] Nie byłam pewna czy dobrze, ale pani to szybko sprawdzała, więc może tego nie zauważyła po prostu. Trochę pogadałam z Balbą, co ostatnio rzadko bywało…

    Po szkole pojechałyśmy na chwile z Anką do galerii, bo była na siebie zła. Dostała dst. Kupiła sobie płyty, jedzenie w KFC i chodziłyśmy po Saturnie. Nie chciało mi się znowu oglądać ciuchów. Zaczęłam doceniać jaki to materializm. Tracenie czasu na oglądanie jakichś.. szmat ? Nie miałam na to najmniejszej ochoty. Przecież i tak mnie na to nie stać !!! Byłam trochę zażenowana. Chodziłyśmy w ciszy, ja byłam bardzo zmęczona, a Ania nadal przeżywała chemię, do której na prawdę się przyłożyła. Wróciłam do domu i było już w miarę dobrze. Dzisiaj oglądamy u Sylwii „Kac Vegas”  pożyczony od Krissa ;) . Ogólnie to przeszło mi po wczorajszym dniu i cieszę się z kolejnego weekendu. One tak szybko następują po sobie, że aż chce się żyć :D.
    W szkole mam chyba wielbiciela na mat fizie, bo cały czas się patrzy. To nie tylko raz, ale non stop, albo specjalnie się zatrzymuje, heh.

    Ściągam teraz piosenki Leony Lewis <3  Linki podam na końcu notki.

    Ania też jest szczęśliwa z płyt Nirvany, które sobie kupiła i piszemy sobie po kawałkach piosenek.

    Artur się nie odzywa parę dni. Jest to nie co dziwne, ale ja się narzucać nie będę.

    Fajnie, że Nata ma już neta ;).

    :*

    Rozmowa z nim

    2

      

    Nie mam dziś za dużo czasu, ale trzeba coś w końcu udokumentować na blogu ^^
    Generalnie to jest już lepiej. W piątek spotkałam się jednak ze Sylwią, z którą siedziałyśmy w SM, jak zawsze koło banku i żaliłyśmy się, używając mocnych słów. Mimo tego, że zaczęłam nabierać dystansu, po rozmowie zrobiło mi się jakoś lżej. W sobotę przyszła do mnie Anka i zaczęłyśmy tworzyć prezentację o Oświęcimiu, którą mamy jutro przedstawić. Nie zrobiłyśmy jednak wiele i pojechałyśmy do kina na „Walentynki” – świetny film, myślałam, że będzie nudny, a tu miłe zaskoczenie. W niedzielę po kościele, znowu przyszła do mnie Ania i kończyłyśmy prezentacje. Weekend nie należał do tych spokojniejszych. Nie wypoczęłam sobie jak planowałam.
    Wczoraj po szkole pojechałam z Anią do Galerii Kazimierz.

    Następnie spotkałam się z Arturem. Szliśmy wzdłuż ronda i przed moimi polami skręciliśmy między działkami. Musiałam z nim pogadać o tym wszystkim. O jego opisach w stylu „Kocham Cię” i o naszych relacjach. Nie chciałam już dłużej „się męczyć ” wiedząc, że on może sobie robić jakieś nadzieje. Szliśmy a ja długi czas milczałam… Tak się bałam. Nie wiedziałam w ogóle jak mam zacząć, jak wyrazić się najprostszymi słowami i jednocześnie nie zranić go. W końcu przystanął na chodniku i powiedział, że dalej nie pójdzie jeżeli mu nie powiem. Domyślał się o co chodzi… W końcu stwierdził, że mi pomoże.
    -Nie wiem jak mam to powiedzieć…
    -Ale co? To że nie łączy nas nic oprócz przyjaźni?

    Następnie powiedziałam mu, że zależy mi na nim, jako na przyjacielu i że mam nadzieję, że mimo tego nie przestanie się do mnie odzywać. Obiecał, że jeszcze nie raz mi będzie zawracał dupę ;). Wytłumaczyłam mu, że nie chcę żeby sobie robił dłużej nadzieje… Zapytałam czy te opisy były kierowane do mnie czy może do kogoś innego. Odpowiedział dopiero za drugim razem.
    -Tak. (…) Nie ma nikogo innego.

    Szliśmy prawie bez słów, ale było mi tak dobrze. Bałam się mu spojrzeć w oczy. Co jakiś czas któreś z nas coś mówiło, ale raczej panowała atmosfera refleksji jaką lubię. Potem zapytałam czy będzie tak jak było dawniej, czy może nabierze do mnie dystansu.
    -A było dobrze?
    -Tak, bardzo dobrze.
    -To będzie tak dalej… Dystans by tylko pogorszył sprawę.

    Przystanęliśmy pod białym sklepem, tym samym  pod którym czekał w walentynki. Stanęliśmy na przeciwko siebie, patrzyliśmy się sobie prosto w oczy. Kazałam mu się uśmiechnąć, co zrobił. W końcu rozeszliśmy się w swoje strony…