Nierozważna i Romantyczna

    Szepczę: życie – jak gdyby życie było kochankiem, który chce odejść –

    Wpisy z okresu: 9.2009

    Gdybym nie miał miłości byłbym niczym.

    1

    Poniedziałek. Kolejny weekend zleciał nie wiedzieć kiedy. W sobotę uczyłam się ‚na zapas’ na środową biologię, niemiecki i fizykę. Wieczorem przyszła do mnie na noc Natka. Zrobiłam zapiekanki i oglądnęłyśmy sobie ‚Zakochanego Szekspira’. Czytałyśmy również różne fragmenty z ‚Romea i Julii’ ^^ , ach zaczynam mieć słabość do tego pisarza…
    Na następny dzień próbowałam się uczyć z historii i polskiego, ale chociaż zajęło mi to tak dużo czasu, to z obu zgłosiłam ‚x’. Ogólnie to nie było dzisiaj tak źle i wróciłam ze szkoły dwie godziny później, bo jeszcze trzeba było pozałatwiać sprawy. Chyba będę chora :/ , ale nawet wtedy będę chodzić do szkoły, bo i bez tego mam spore zaległości… Liceum to coś strasznego !

    Nie wiem co mnie tak wzięło na pisanie… i tak nikt teraz tego nie będzie czytał. Wszyscy mają ważniejsze sprawy na głowie niż czytanie tego co tu bazgrolę xd.

      

    Wszystko co najgorsze jak na razie mnie ominęło i miejmy nadzieję, że nie powróci.
    Patrzę na niego i wiem, że mogło by z tego coś być… Kiedyś… Nie teraz. Nie chcę tak szybko podejmować ważnych decyzji, więc wolę później żałować, że nie spróbowałam niż, że się zgodziłam. Nie umiem tak szybko się zakochać, tym bardziej nie chcę. Obiecałam sobie, że następnym razem muszę mieć pewność, że tego chcę. Nie mogę mieć wątpliwości i wpajać sobie coś czego tak na prawdę nie ma i nigdy nie było. Coś mnie ciągnie w jego stronę… Mimo tego nie chcę teraz nic robić, nie chcę znowu próbować… Bo niby po co ? Boję się, że pojawią się wątpliwości i będę się ciągle tym zadręczać. Wiem, że musiałabym okłamywać samą siebie. Nie chcę tego. Miałam już taką sytuację dwa razy i to jest chyba najgorsze co może być – okłamywać samą siebie, że istnieje coś pięknego, lub że może kiedyś coś z tego będzie. Takie rzeczy się nie zdarzają, przynajmniej w moim wypadku. Nie można z niczego stworzyć coś, tym bardziej uczucie – miłość. Nic nie robiąc, tylko czekając na kolej rzeczy sami się krzywdzimy. Będąc z kimś tak na prawdę go nie znając nic nie zyskujemy. Ten ktoś nie zawsze już nam musi dawać to co ma w sobie najlepszego. Może po prostu twierdzi, że kiedy już jest się razem to już cały sukces i można na tym przestać ? A wcale tak nie jest, to nawet nie jest połowa sukcesu… Tak więc gdybym chciała z kimś być, będę się trzymać tego prostego schematu : przyjaźń -> miłość.
    Miłość jest jednak najważniejsza. Nie wiem jak będąc z NIM mogłam pomyśleć, że są ważniejsze rzeczy, np praca. Jak mogłam przez te wakacje zmienić na chwilę swój pogląd na życie ? To była pomyła. On nią był. Był wielkim błędem. Miłość to coś pięknego, a kiedy ona jest, to nie potrzeba niczego więcej. Żadnych dóbr materialnych, żadnych zbędnych dodatków. Trzeba jednak walczyć o nią, żeby nigdy nie wygasła.
    Bez niej bylibyśmy niczym…

    Powinnam się uczyć, ale czasem są jednak rzeczy ważniejsze. Nie mogłabym być szczęśliwa mając same piątki, kiedy waliłoby się moje życie, byłoby mi źle.
    Jednak kiedy moje życie byłoby wspaniałe, cudowne i leciałabym na samych trójach to i tak byłabym szczęśliwa. Nigdy na odwrót!

    Największa miłość to zawsze ta, która pozostała niespełniona.

    Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.

    <3 !!!

    Uwierzyć po raz kolejny

    2

    I tak minął kolejny tydzień w nowym liceum. Nareszcie upragniony weekend! Muszę przyznać, że czułam się już znacznie lepiej w tej szkole przez ostatnie siedem dni. Coraz bardziej oswajam się z tym miejscem i nowymi ludźmi. Brakuje mi oczywiście gimnazjum i na każdym kroku utwierdzam się w tym przekonaniu. Jednak w tej szkole jest wielu nowych, wspaniałych ludzi, dzięki którym odejście z gimnazjum nie jest już dla mnie takie straszne. Najbardziej przeraża mnie fakt, że teraz polubiłam przedmioty, których dotąd nienawidziłam, a z moimi ulubionymi stało się na odwrót ^^ . Może z wyjątkiem matematyki, której nadal nie znoszę i raczej się to nie zmieni. Polubiłam za to fizykę i chemię, przestałam lubić historię. Czasami się zastanawiam czy wybrałam dobry kierunek, bo matura z historii jest jedną z najtrudniejszych, ale muszę jakoś temu podołać.
    Nie wyrabiam się już z tą nauką… Od przyszłego tygodnia nie będę już nigdzie wychodzić, bo potem nie mam chwili odpoczynku, a bez odpoczynku nie daje rady się uczyć czegokolwiek.
    W sobotę pojechałam z mamą do Polesia, żeby trochę sobie zarobić. Była córka pana Marka (wygląda na mój wiek, a w rzeczywistości jest trzy lata młodsza oO.) i córka pana kucharza, z którymi sprzątałyśmy pokoje, a potem zajmowałyśmy się innymi rzeczami takimi jak: dekorowanie lodów na wesele (moja działka to winogrona, bita śmietana i polewa), próbowanie ciastek i zalewanie termosów z kawą. :>
    Oprócz tego oglądałam mecz siatkówki z szefem i kucharzem, chociaż córka szefa cały czas paplała jaka ta siatkówka jest beznadziejna i że trzeba być idiotą żeby w to grać -.-”’ .
    Jakoś udało mi się przez większą część meczu nie dopuścić żeby przełączyła na Cracovie… Zostaliśmy mistrzami Europy! We wtorek z tej okazji ubrałyśmy się z Pauliną na biało – czerwono i tak paradowałyśmy po szkole. Ogólnie to nie czepiają się nas o to jak ktoś się ubiera, czy ma makijaż, więc można się trochę polansować… To już nie gimnazjum, gdzie o kredkę do oczu zdarzały się awantury z nauczycielami. Mamy znacznie większą swobodę. Na ostatnim wuefie spodobał nam się z Pauliną jeden ze studentów awf’u. Przez całą lekcję z jeszcze innym studentem głośno komentowałyśmy tego poprzedniego i gdy Paula powiedziała „ale on ma boski zarost…” to tamten się na nas dziwnie popatrzył. Ona wtedy dodała nieco ciszej : „to nie do ciebie” xD. Po co nam rzuty kulą z lekkoatletyki? Trochę za bardzo komentowałyśmy całe te zajęcia i pan się później na nas skarżył xD. We wtorek mieliśmy ślubowanie na które się spóźniłam z mamą, jak to zwykle bywa… Potem było kółko teatralne, na które dojechałyśmy z Natą z pół godzinnym opóźnieniem. Wczoraj pan przyniósł nam propozycję jednego spektaklu, ale nie wszystkim przypadła ona do gustu, więc jeszcze nie zaczniemy jej realizować. Byłam za bardzo żywiołowa, grając z Wojtkiem scenkę spotkania w parku, na co wypowiedział się pan prowadzący zajęcia. Muszę się poprawić, bo nie chcę żeby mi dali rolę drzewa, albo krzaka :P.
    Dzisiaj był chyba najlepszy dzień w tym tygodniu. Na angielskich siedziałam z Balbiną, na którą się chyba uwzięła nauczycielka, poza tym strasznie się nas czepiała o wszystko, nawet o formę „proszę panią” zamiast „proszę pani” . Na technologiach informacyjnych (jakby nie mogła być po prostu: informatyka) siedzieliśmy cały czas z Krystianem na nk, lub oglądaliśmy marki różnych samochodów, jakieś wille, fullcap’y itd… ^^ Pani nie zwracała nawet uwagi na to, że jesteśmy zajęci zupełnie czym innym i dalej prowadziła swoją lekcję. Heh… Po szkole miałyśmy z Anią odwieść go do galerii, ale same chwilę po niej chodziłyśmy, a potem wróciłyśmy do domu. W końcu po całym tygodniu mogłam odetchnąć z ulgą – mam spokój ze wszystkim na dwa dni. Przez ten tydzień dużo się działo, więc jutro zamierzam siedzieć w domu i nigdzie z niego nie wychodzić nawet na chwilę. Tak bardzo tęsknie za chwilami w których mi się nudziło, siedziałam wtedy zamknięta w pokoju, przy palących się świeczkach, słuchałam muzyki, robiłam co chciałam. Teraz nie mam na to ani chwili czasu…
    Parę razy spotkałam się z Arturem, bo chciał mi coś powiedzieć, ale póki co jeszcze się na to nie odważył. Mam nadzieję, że się jednak nie przełamie, bo wiem o co mu chodzi i nie wiem jakbym miała mu odpowiedzieć na jego pytanie. Nie chcę z nim być – dla mnie jest tylko kumplem i to się na pewno nie zmieni, nic na to nie poradzę. Dzisiaj jeszcze bardziej się przekonałam w tym stwierdzeniu. W sobotę było za to śmiesznie – rozmawialiśmy i kiedy Arek opowiedział mi o pewnej rzeczy to zaczęłam gonić Artura po mojej ulicy z torebką. Nie mogłam go dogonić. Następnie darli się, że mój sąsiad gra w Tibie (widzieli przez okno) i usiedli na krawężniku moim i sąsiada. Potem zaczęli się kłaść po ulicy oO. Mój sąsiad stał sobie na balkonie i wszystko obserwował… Okazało się jak wróciłam do domu, że strasznie głośno się zachowywaliśmy, a było już dosyć późno i było trochę przypału… Artur to TYLKO mój kolega i nie chciałabym żeby był kimś więcej. Nie potrafiłabym z nim być, jestem tego pewna.
    Przemek dzwonił do mnie i pisał czy jednak nie chcę się spotkać żeby pogadać, ale już go raz na zawsze olałam. Podobno jego koledzy każą mu mnie przeprosić i niektórzy są na niego źli ; ].
    Ech… żałuję tych wszystkich chwil, które teraz są niczym i zaczynam sobie uświadamiać jakie wtedy były dla mnie piękne. Jednak to NIE BYŁA miłość, tylko mały nic nieznaczący epizod, który wiele mnie nauczył.  Na szczęście już jest dobrze : ).
    Teraz po miesiącu, znowu uwierzyłam w miłość i jest celem mojego życia. Nie chcę jednak spieszyć się z tym wszystkim i poczekam na odpowiedni moment i odpowiednią osobę. Muszę być pewna, że to jest TO, żeby nie być z kimś mając wątpliwości, takie jak się pojawiały do tej pory. One wszystko psują :(

    Ps1: Tymek jest bardzo fajny ^^ .
    Ps2: Jutro Nata przychodzi do mnie na noc i będziemy oglądać filmy i gaaadać :D
    Ps3: Możliwe, że niedługo będziemy się musieli wyprowadzić z tego domu :(
    Ps4: Życie jest piękne ! I nawet kiedy jest ciężko, (a zwłaszcza wtedy) powtarzam to sobie i wiem że będzie lepiej.
    Ps5: Znowu wierzę w miłość ! <3

    ” Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał (…) byłbym niczym. „