Nierozważna i Romantyczna

    Szepczę: życie – jak gdyby życie było kochankiem, który chce odejść –

    Wpisy z okresu: 8.2009

    To nie była miłość

    1

    Poprzednią notkę opublikowałam dosłownie parę minut temu, jednak chcę napisać jeszcze jedną dotyczącą zupełnie innej sprawy. Wprawdzie tamtą notkę przygotowywałam już prawie dwa dni, jednak opublikowałam ją nie dawno. Pisząc ją nie wiedziałam, że to się stanie. Wprawdzie wiedziałam, że coś jest nie tak. Przemek nie odzywał się do mnie przez tydzień, a mi się specjalnie nie spieszyło z doładowaniem sobie konta. Już od początku naszej znajomości miałam wątpliwości. Mówiłam parę notek temu o tłumieniu moich uczuć? Właśnie chodziło mi – choć nie całkowicie – ale w większości o tę sprawę. Nie chciałam o tym mówić, ani pisać, ale zawsze miałam wątpliwości. Nie było dnia żebym wstała nie myśląc o tym „co jak tak na prawdę do niego czuję?”. Byłam pewna, że to wkrótce minie i obiecałam sobie, że nie mogę go skrzywdzić. Byłam zazwyczaj szczęśliwa będąc z nim, ale mogłam śmiało powiedzieć, że go nie kocham. Nie czułam tak zwanych ‚motylków’ i nie myślałam o nim non stop. Czułam tak jakby, że jest moim kolegą. Tylko dobrym kumplem, z którym mogę się pośmiać. Kiedy próbowałam się przed nim otworzyć, on nie umiał tego uszanować i wysłuchać mnie. Zmieniał temat, zaczynał się śmiać i zachowywał się tak jakby go nie obchodziły moje uczucia. Wiele razy mówiłam mu, że mało o sobie wiemy, ale jakoś nie umiał tego naprawić. Nie chciał się dowiedzieć czegoś więcej o mnie, nie interesowało go to. Zachowywał się jak dziecko, nie rozumiejące, że ja potrzebuje zwykłej szczerej rozmowy zamiast przytulania i innych rzeczy. Dla mnie na pierwszym miejscu była rozmowa i uczuciowość, jednak on nie umiał mi tego zapewnić. Tak więc moje wątpliwości były, jednak nie zamierzałam póki co nic z tym robić. Może się to wydać dziwne, ale momentami żałowałam, że z nim jestem. Pragnęłam żeby się to wszystko skończyło, żebym mogła znów poczuć się wolna. Wyobrażałam sobie też czasem jak mi mówi, że ma kogoś innego… Jednak obiecałam sobie, że go nie skrzywdzę i dotrzymałam słowa.
    Dzisiaj wieczorem zapytałam go czy możemy się spotkać. On jednak napisał: „Wolałbym żebyśmy zostali przyjaciułmi” (napisał to słowo przez u otwarte), a następnie, kiedy zapytałam o powód dodał: „Ja nie potrafię być z jedną osobą”. O co do cholery chodzić? Mówił też, że nie ma nikogo innego, ale nudzi go cały czas pisanie smsów o treści: „co tam porabiasz?” itd, że tak nie potrafi. Przecież to on tak cały czas do mnie pisał. Ja często próbowałam zacząć jakiś poważny temat (pisałam z czterema osobami na normalne tematy) ale z nim nie potrafiłam. Mówiłam nawet o tym paru osobom. Więc to chyba nie ze mną był jakiś problem tylko z nim. Czy to jest w ogóle normalny powód, żeby z kimś zerwać? Jakoś mi się nie wydaje. Może po prostu nie chce mi powiedzieć o co tak na prawdę chodzi, ale cieszę się, że to on zrobił ten krok. Z jednej strony czuję żal, że z niego taki tchórz i nawet nie zrobił tego w realu, a z drugiej ulgę, że to nie ja go zraniłam. Codziennie powtarzałam sobie, że nie mogę mu tego zrobić i nawet idąc na Kalwarię (teraz już mogę to powiedzieć) to była moja intencja. „Być szczęśliwą z Przemkiem lub bez niego, ale go nie skrzywdzić”. Jakbym coś już wyczuwała. Na razie mam mieszane uczucia, ale to nie była miłość i ja wiedziałam o tym od samego początku.
    On jest jeszcze dzieckiem, ale dzięki niemu nauczyłam się czegoś nowego. Póki co chcę być sama, być wolna i czekać na tego jedynego. Będę z kimś jedynie będąc pewna, że go kocham. Przez tego chłopaka przestałam na chwilę wierzyć, że istnieje coś takiego jak prawdziwa miłość. Zawsze miałam o tym niesamowite wyobrażenia, a w tym przypadku jakoś się to nie okazało takie piękne. Myślałam, że to ludzie wszystko nakręcają i wyolbrzymiają, obwiniałam również za to filmy romantyczne, w których wszystko jest takie piękne, bo w moim życiu się to nie sprawdziło. Mam jeszcze jednak czas i chociaż czuję żal, to z moich oczu nie spłynęła dzisiaj ani jedna łza.

    Nie wiedziałam, że rozstania są takie trudne…

    Takie są moje wakacje!

    1

      

    Właściwie już wszystkie moje wakacyjne plany zostałyzrealizowane. Przez ostatni miesiąc miałam dużo różnych wizyt, wyjazdów iwielogodzinne chodzenie po sklepach. Jak zwykle na początku bardzo żałowałam,że muszę wyjechać z Krakowa i właściwie dopiero pod sam koniec spodobała mi sięwizyta na Podkarpaciu. Właściwie również rzadko mogłam narzekać na nudę, bopraktycznie cały czas miałam jakieś zajęcia. Na początku jeździłam z Olą domiasta, gdzie chodziłyśmy po sklepach, zupełnie innych niż w Krakowie. Tam niebyło galerii i tym podobnych centrum handlowych, nie było też za wielufirmowych sklepów, w których na ubrania trzeba wydawać kupę kasy. Kupiłam tamsobie wiele nowych rzeczy, które mi się podobały i nawet skusiłam się napierwsze buty na szpilkach, w których nie umiem jeszcze za bardzo chodzić ;).Takie nasze chodzenie po sklepach zazwyczaj kończyło się wizytą u cioci, któramieszka w Przemyślu i zawsze można się jej pochwalić nowymi ubraniami. Zna sięjak mało kto i zawsze potrafi doradzić ;).

    Prawie każdego wieczoru siedziałyśmy z Olą przedtelewizorem, oglądając programy dotyczące urody na TVN Style lub słuchającVIVY. Przy tym zazwyczaj wkraczałam w rolę modelki którą malowano i tapirowanojej włosy. Niektóre z „cudów” mojej kuzynki zostały uwiecznione na zdjęciach ^^. Przeszkadzały mi strasznie brak spokoju i prywatności. Próbowałam się czasamiwyrwać na huśtawkę obok domu by tam w samotności posłuchać muzyki. Chciałamchwilę  pobyć sama ze sobą, bo od wstaniaz łóżka, aż do późnych godzin wieczornych towarzyszyła mi kuzynka…

    Pewnej niedzieli do mojej cioci przyjechała koleżanka zAnglii. Był z nią również jej syn – Daniel, którego zabrałyśmy na planowanewcześniej wyjście do parku. Tam w zamku odbywał się Festiwal KulturyJapońskiej. Robiliśmy różne rzeczy z orgiami, uczyliśmy się niektórychpodstawowych zwrotów w tym języku, były pokazy tańców, parzenia herbaty i wieleinnych rzeczy. W między czasie dołączył do nas mój kuzyn – Robert, z którympóźniej chodziliśmy chwilę po parku.

    Innym razem pojechałam do drugiej babci, gdzie wprawdziezasięgu praktycznie nie było, ale bawiłam się z malutkim Karolem. Po kilkudniach pojechałam do drugiego wujka, gdzie jeździłyśmy z kuzynką Beatą narowerach i chodziłyśmy nad rzekę, płynącą w pobliżu jej domu. Woda w niej byłalodowata, ale przy takim dużym upale dawała wielkie orzeźwienie. Jednego dniawujek zabrał nas z Jolką i jej narzeczonym [?] do miasta na wyciąg narciarski imechaniczne saneczki. Później jeszcze spacerowaliśmy alejkami na kopiecznajdujący się w Przemyślu. Super było na tych saneczkach i ogólnie dzieńuważam za bardzo udany. Zakończył się wizytą w pizzerii. Na koniec pobytu wwujka spotkałam się z mieszkającą niedaleko Sabiną, z którą trochę pogadałyśmyi mój ostatni dzień na Podkarpaciu spędziłyśmy w parku robiąc sobie zdjęciawokół zamku. Wcześniej jednak byłam na pieszej pielgrzymce na Kalwarię, którejtrasa wynosiła 21 km.Szłam z dziadziem i w sumie było o wiele lepiej niż w tamtym roku, bo nie byłoupału. Na miejscu chodziłam rozglądając się za prezentami dla braci i przyokazji czymś dla siebie. Na koniec odbyła się msza, w czasie której straszniesię rozpadało. Część ludzi uciekła stamtąd, a niektórzy nakrywali głowy różnymirzeczami. My na szczęście mieliśmy parasole, pod który przygarnęłam małego chłopczyka trzęsącego się pod ścianą iprawie przytulającego się do niej. Zrobiło mi się go strasznie żal i nie miałaminnego wyjścia ^^ . Wieczorem wróciliśmy z ciotką do domu. Na następny dzieńpojechałam do Chrzestnego, gdzie kuzynka (początkująca fryzjerka) zrobiła migrzywkę. Nie do końca byłam pewna czy tego chcę, ale w końcu odważyłam się naten krok. Jedni mówią, że bardzo ładnie wyglądam w niej, inni, że dziwnie xD.Sama również uważam, że dziwnie, jak ktoś inny. W końcu ostatnio miałam grzywkęw wieku pięciu lat i nie umiem się do niej przyzwyczaić tak szybko. To byłjeden z ostatnich dni spędzonych tam. W piątek po południu pojechałam doKrakowa, z wujkiem, Beatą, Jolką i Andrzejem. Oni sami zostali u nas na parędni. Byłam z nimi w Wieliczce, Parku Wodnym, płynęliśmy razem statkiemnaprzeciwko Wawelu i byliśmy w innych miejscach. Jak zwykle nie mogłam sięprzyzwyczaić po powrocie do tego miejsca. Bardzo dziwnie się czułam, jakbymtrochę żałowała, że to już koniec. Jednak po paru dniach mi wszystko przeszło…Teraz została u mnie Beata na dwa tygodnie, czyli do końca wakacji. Chodzimywszędzie i jeździmy w różne miejsca. W sumie to się z tego cieszę, ale zdrugiej strony szkoda, bo nie będę mogła się za bardzo spotykać z innymiznajomymi.

    Wakacje uważam za w miarę udane. Gdybym tylko bardziej sobie wypoczęła ubabci, było by świetnie, ale nigdy nie może być idealnie. Oczywiście, jużtradycyjnie musiałam tęsknić za Krk i znowu dowieść, że w domu zawsze najlepiej^^ .