Nierozważna i Romantyczna

    Szepczę: życie – jak gdyby życie było kochankiem, który chce odejść –

    Wpisy z okresu: 5.2009

    Greece – Zielona Szkoła

    3

    Kalimera !
    Wróciłam. – Jak było?- Tak szczerze to mam mieszane uczucia.

    Chciałabym to wszystko od początku opisać, ale właściwe to nie wiem od czego mam zacząć. O wielu rzeczach z pewnością już nie pamiętam, wydarzyły się i uciekły w niepamięć.  Tyle się wydarzyło, że trudno mi będzie to wszystko przelać do notki, ułożyć sensowe zdania które trafnie opisałyby każdą ważną sytuację, by całkowicie oddawały to co przeżywałam i czułam. Jestem pewna, że wiele rzeczy opiszę inaczej niż bym chciała, ale postaram się to zrobić jak najdokładniej.

    15 maja.
    Dokładnie o godzinie 9:30 przybyłam z mamą i wielką walizką, oraz dwoma podręcznymi bagażami na parking koło szkoły. Czekał tam już na nas nowoczesny autokar i wielka grupa ludzi zgromadzona w okół niego. Sylwia zajęła nam trzecie fotele od końca po lewej stronie. Po drugiej stronie siedziały Marta i Lewa z naszej klasy. Pół godziny później po sprawdzeniu przez wszystkich czy zabrali paszporty wyruszyliśmy w daleką podróż. Zatrzymywaliśmy się średnio co 4 godziny, na postoje trwające średnio 30 min. Pierwszy z nich był na Słowacji. Następie jechaliśmy przez Węgry, a w nocy zostaliśmy obudzeni by pokazać paszporty celnikom serbskim. Nad ranem, kiedy się obudziłam zobaczyłam coś czego u nas w Polsce praktycznie nie ma – wielkie góry piętrzące się z obu stron i zupełnie inną roślinność. Nie byłam pewna co to za kraj. Na początku myślałam, że może jest to już Grecja, ale chwilę później dojechaliśmy do granicy z Macedonią. Tam były jeszcze piękniejsze widoki. Bardzo okazałe kamienne góry, długie tunele, a pośród nich wąska droga którą zmierzaliśmy. To było coś niesamowitego dla moich oczu. Krajobraz zmienił się wciągu jednej nocy, na zupełnie inny. Podczas podróży oglądaliśmy dwa filmy, które bardzo lubię : „Dogonić marzenia” i „Szkoła uczuć” co bardzo mnie ucieszyło. O 9:08 czasu polskiego znaleźliśmy się w końcu na granicy greckiej, a chwilę później zrobiliśmy pierwszy postój w nowej strefie czasowej. Kiedy wyszłam z autokaru powietrze zmieniło się diametralnie. Stało się jakieś takie cięższe i o wiele cieplejsze – cóż się dziwić. Trzy godziny później dotarliśmy do naszego pensjonatu położonego w małej miejscowości – Panteleimonas, leżącego u wybrzeża Morza Egejskiego. W pokoju zalazłam się z Sylwią, Martą i Lewą. Dostałyśmy pokój na drugim piętrze, otoczony z obu stron chłopakami z pierwszej i drugiej klasy. Nasi najlepsi sąsiedzi to: Krzysiu, Michał, Łukasz i Jasiek. Żeby dostać się do pokoju trzeba było przejść schodami na szeroki taraso-balkon i stamtąd już przez rozsuwane drzwi. Mieliśmy piękny widok z balkonu na góry Olimp – słynną, mitologiczną siedzibę Bogów Greckich. Po zakwaterowaniu i lunchu poszliśmy wszyscy po raz pierwszy zobaczyć plażę. Pokój na początku nam się strasznie nie spodobał, ale stwierdzam jednak, że był całkiem, całkiem. Oprócz tego miałyśmy małą kuchnię z wyposażeniem i łazienkę w pokoju. Łóżka dziewczyn były podwójne, tak więc ja dzieliłam je ze Sylwią. Czasami zdarzało się zobaczyć na ścianie jakiegoś karalucha, np. tego z trzydziestoma nogami, którego od razu uwieczniłam na zdjęciu, a gdy rury zatykały się naszymi włosami śmierdziało xD. Trudno było się na początku przyzwyczaić do wyrzucania zużytego papieru do kosza, zamiast toalety, a teraz za każdym razem zastawiam się gdzie jest kosz ^^.

    16 maja.
    Po śniadaniu i po lunchu plażowaliśmy, a następnie udaliśmy się na spacer po okolicy. Po raz pierwszy stanęłam oko w oko z prawdziwą palmą i inną śródziemnomorską roślinnością.

    17 /18 maja
    Dzień nie różnił się praktycznie niczym od poprzedniego, z wyjątkiem tego, że o 1:00 w nocy wyruszyliśmy na zaplanowaną wycieczkę do Aten. Zaplanowaną, bo niestety dwie godziny później kiedy już praktycznie spałam usłyszałam głośny brzdęk. Natychmiast podniosłam się z siedzenia i stwierdzając, że musiało mi się to przyśnić znowu zamknęłam oczy. Chwilę później siedzący za mną Michał zawołał panią, mówiąc, że w autokarze jest wybita szyba. Rzeczywiście okazało się, że  przez przedostatnie siedzenia poszybował sporej wielkości kamień. Siedzący przy szybie Łukasz spał jednak dalej twardo. Szkło poszybowało aż do mojego siedzenia, które o dziwo nie było bezpośrednio na to narażone. Nauczycielki natychmiast kazały nam się przesiadać do przedniej części autokaru i usiąść po trzy osoby na jednym siedzeniu. Usiadłam z Lewą, a obok nas Krzysiek, którego zaprosiłyśmy. Ewelina siedziała po środku nas słuchając muzyki, a my zaczęliśmy rozmawiać. Czekaliśmy jakąś godzinę, aż przyjedzie policja i zbada całą sprawę, po czym zamieniłam się miejscem z Lewą, która chciała się oprzeć o szybę, żeby pospać. Przegadaliśmy całą drogę powrotną, a do tego bardzo miło i swobodnie nam się rozmawiało. Na końcu Krzysiek podziękował mi za rozmowę i uznał, że z chłopakami byłoby mu nudno. O 4:40 wróciliśmy do ośrodka, gdzie wcześniej w stołówce napiliśmy się ciepłej herbaty. Rano, albo raczej już po południu, bo o godzinie 13 obudziła nas pani od sztuki, by zapowiedzieć nam zbliżający się lunch.  Następnie poszliśmy na plażę, gdzie wyszło tak, że przez chwilę kąpałam się w morzu z samym Krzyśkiem. Wtedy koledzy zaczęli mówić „takie wielkie” i pokazywali w powietrzu serce. Dziewczyny się do nich przyłączyły i wieczorem, kiedy siedzieliśmy wszyscy w naszym pokoju cały czas wymieniali jednoznaczne spojrzenia pokazując przy tym wielkie serce ^^. Czułam się przy tym trochę niezręcznie, ale trudno się dziwić. Oni mieli chyba przy tym świetną zabawę. Poza tym Krzysiek leżał koło mnie na łóżku i gadaliśmy xD.

    19 maja.
    Rano i po południu byliśmy na plaży, a wieczorem poszliśmy na pobliski zamek – Platamonas. Wracając do morza Egejskiego – jest zimne, ale o wiele cieplejsze niż Bałtyk. Poza tym nie tak trudno się było przyzwyczaić do wody, przy tak wielkim upale. Morze dawało ochłodę i pomagało przetrwać te kilka gorących godzin dziennie. Czasami pozwalali nam robić sobie krótkie spacery wzdłuż plaży…

    20 maja.
    Po godzinie 6 rano wyjechaliśmy autokarem do portu, by stamtąd wyruszyć na rejs statkiem, na piękną wyspę Skiatos. Gdy znaleźliśmy się na pokładzie statku „Elisabeth”, to z początku czekaliśmy jakieś pół godziny na grupę, która zabłądziła. W końcu wypłynęliśmy. Po drodze mijaliśmy wielkie skały osadzone na wyspach i ładne widoki. Po godzinie rejsu przyszedł do nas śmieszny kapitan Kostas, z dwoma córkami – bliźniaczkami. Zaczęli tańczyć Zorbę, po czym próbowali nas nauczyć paru ważniejszych kroków. Było super: robiliśmy wężyki, tańczyliśmy kroki w kółku, jakieś przeplatanki… Następnie puścili różne dawne hity przy których wszyscy świetnie się bawili. Były również polskie piosenki takie jak „Czarne oczy” i „Hej Sokoły”. Statek kołysał, mewy latały nad nami, a my przy wielkim upale dawaliśmy z siebie wszystko. Niesamowite uczucie. Dopłynąwszy na wyspę spędziliśmy tam ponad godzinę. Najpierw weszliśmy na punkt widokowy, a następnie mieliśmy czas wolny i chodziliśmy po sklepach. Robiłyśmy z dziewczynami mnóstwo zdjęć, a sam widok wyspy: pięknie, cudnie, bosko. Wszystkie domki miały białe ściany, czerwone dachy i było mnóstwo ciasnych krętych uliczek. Oprócz tego wszędzie raziło niebieskimi elementami na budowlach. Czułam się trochę jak w Indiach, chociaż nigdy tam nie byłam. Woda czyściutka, a do tego o pięknym kolorze i ta roślinność… W końcu to tropiki. Na prawdę byłam zachwycona tym wszystkim. Wracając zatrzymaliśmy się na wyspie Szyszka, słynącej właśnie z nich, oraz z pięknej plaży (jednej z czterech najpiękniejszych na świecie). Piasek był tam złotego koloru, a do tego mienił się jakby zawierał miliony odłamków szkła. Zabrałam go trochę do siatki. Woda za to była lodowata co jednak nie przeszkodziło mi, Marcie i Lewej w kąpieli. Sylwia nie kąpała się ani razu. Ogólnie piasek był super, ale sama plaża nie wydawała mi się jakaś niezwykła. Może dlatego, że za bardzo ją chwalili, a dla mnie nie różniła się niczym od innych. Jedynie woda była przezroczysta. Wracając siedziałyśmy z Sylwią z chłopakami i trochę zamulaliśmy ^^. Pod koniec przyszła żona kapitana i znowu nas trochę rozerwała. Cały czas tańczyliśmy to co nam kazała. Byłam przez chwilę w parze z Syśką, a potem z kolegą z podstawówki Piotrkiem. Na końcu dzieci kapitana zrobiły mały pokaz. Większość była zadowolona z tego rejsu, ja również ;). Przez cały czas myślałyśmy, że rozdzielą as z dziewczynami tak jak zapowiedzieli na początku za to, że jesteśmy głośno w nocy, ale wcale tak nie było. Chłopacy zachowują się o wiele gorzej latając po tarasie i drąc się, więc o co takie halo. Po prostu nie mieli z kim pomieszać dziewczyn z piętra niżej, więc wymyślili sobie nas. Do budynku wróciliśmy dosyć późno więc stwierdzili, że dadzą nam jeszcze jedną szansę. Uff… Jednak gdy skończyłam się myć okazało się, że Ewelina poszła do chłopaków, a Sylwia po nią. Nie zdążyła nawet dojść do ich drzwi, bo chwile później spotkała panią od sztuki, która się na nas uwzięła. Lewa schowała się w pokoju chłopaków, a potem szybko wróciła do nas. Byłyśmy pewne, że teraz nas ukarzą, ale jednak znowu się upiekło. 

    22 maja.
    Do południa robiliśmy to co zwykle, a wieczorem poszliśmy pochodzić trochę po sklepach w okolicy. Straszne pustki wszędzie, co mnie bardzo zdziwiło. Zadzwoniłam z budki, kupiłam sobie gyrosa, który zresztą mi nie smakował, kupiłam parę rzeczy i gdy siedziałyśmy wszystkie, to podszedł do mnie Krzysiek. W drodze powrotnej cały czas rozmawialiśmy razem i wstąpiliśmy z grupą na ciemną już o tej porze plażę. Chłopcy zaczęli się tam strasznie wygłupiać. Po powrocie do pensjonatu  przyszli do naszego pokoju i było jak zawsze śmiesznie. Krzysiek powiedział, że ładnie wyglądam w dwóch kucykach ^^. Ogólnie to z nimi cały czas było śmiesznie. Raz przychodzili do nas, innym razem my siedziałyśmy do późna u nich (wszystkie oprócz Marty.) Na co dzień widywaliśmy się na wspólnym tarasie, gdzie siedzieliśmy i gadaliśmy. Głównie to chłopacy coś mówili, a my się tylko z tego nalewałyśmy. Nasi drudzy sąsiedzi to pierwszaki, w tym taki Czarek, na którego widok dziwnie się zachowywałyśmy. Ciekawe co on sobie o nas myślał xD.

    23 maja.
    Sobota. Na plaży smarowałam takiemu małemu Mateuszowi plecy, bo mnie chłopacy wkopali. Nie wiem o co im chodziło. xD  Tak poza tym to wylegiwaliśmy się a plaży, a niektórzy zdawali na niej. Rysowali na piasku rysunki i odpowiadali pani od fizyki xD.

    24 maja.
    O 1 w nocy znowu udaliśmy się do Aten. Tym razem udało nam się do ich dotrzeć. Nad ranem zatrzymaliśmy się w najstarszym porcie Pireus i przed starożytnym stadionem Olimpijskim, a następnie pojechaliśmy na Akropol. Bardzo chciałam zobaczyć ten słynny Partenon, który okazał się inny niż myślałam. Oczywiście zrobił na mnie wrażenie i to nie małe, tylko szkoda, że jego jedna strona była cała w rusztowaniu. Stałam przed nim, ale nie mogłam w to uwierzyć. Patrzyłam na coś, co wcześniej widziałam tylko w książce od historii czy encyklopedii. Piękna budowla i potęga dawnej cywilizacji. Obok Partenonu stał Erechtejon- świątynia ku czci Ateny i Posejdona, już o wiele mniejsza. Przewodniczka opowiedziała nam o wszystkich znajdujących się zabytkach, po czym mieliśmy czas wolny na zdjęcia. Z Akropolu był śliczny widok na całe Ateny. Było widać wzgórza, domki port i inne budowle, aż zapierało dech w piersiach. Następnie zeszliśmy na dół, na Agorę – dawny grecki rynek, gdzie mam zdjęcia pod palmami i w muzeum. Później przeszliśmy uliczkami Aten na plac, koło którego było mnóstwo sklepów po których chodziliśmy. Wcześniej spory kawałek drogi towarzyszył mi Krzysiek. Było jedynie mało czasu, więc za dużo nie nakupiłam. O umówionej porze poszliśmy pod parlament, gdzie była jakaś manifestacja, a stamtąd odjechaliśmy już autokarem. Po drodze jeszcze przewodniczka opowiadała nam o różnych miejscach i budowlach, które mijaliśmy. Miasto mi się podobało, tylko dziwiło mnie to, że wszystkie budynki są strasznie niskie. Jak się potem okazało to z powodu narażeń w tym obszarze na trzęsienia ziemi. Wracaliśmy około 6 godzin w wielkim upale. Myślałam, że tam zemdleje zaraz. Wszyscy narzekali, bo z klimatyzacji leciało gorące powietrze i było mało tlenu do oddychania. Podczas jednego z postojów znaleźliśmy hydrant z którego u podnóża leciał niewielki strumień wody. Zaczęliśmy się nim pryskać po całym ciele, co dało wielkie ukojenie, bo już nie czułam się jak na pustyni, dosłownie. Tylko brakowało wielbłądów i za dużo palm dookoła.

    25 maja.
    Ostatni dzień zielonej szkoły. Na plaży graliśmy chwilę w siatkówkę, która była rozłożona, po czym poszliśmy do wody. Pływałam z wieloma osobami, a najbardziej to szalał Jasiu z ADHD i twarzą przypominającą słodką małpkę. W sumie to codziennie szalał, rzucając się na moje łóżko i gniotąc przy tym ciastka, zabierając nam piłkę, którą z Lewą usiłowałyśmy mu odebrać, co wyglądało jednoznacznie i w wielu innych przypadkach. Na plaży brał mnie za nogi przy czym wiele razy się zachłysnęłam, a kiedy ja chciałam zrobić mu to samo to (jakby to było dziwne) nie dałam rady. Po południu zostałyśmy z dziewczynami w budynku przygotowując muzykę na wieczorną dyskotekę, którą nauczycielki kazały nam zorganizować. Inni przebierali się za jakichś Bogów, a następnie my wybraliśmy Boga i Boginię balu. Wygrał Krzysiu – Ares, który wyglądał dosyć oryginalnie w płaszczu Marty i kosmetyczce Lewej na głowie, przy tym w adidasach z chochlą w ręku xD. Dawałyśmy też nagrody za inne rozstrzygnięte wcześniej konkursy. Wszystko odbywało się na stołówce. Na początku nikt nie chciał tańczyć i wszyscy się wstydzili, a potem a parkiecie zostało tylko kilka osób. Pani powiedziała, że jak reszty nie zachęcimy to dyskoteka się skończy. Tak więc chodziłyśmy po pokojach prosząc ludzi żeby przyszli trochę potańczyć. Część się zgodziła, więc wróciliśmy tańczyć… Na początku tańczyłam z kolegami z byłej klasy, szczególnie z takim jednym Michałem, a potem cały czas z Krzysiem. Michał co chwilę podbijał do nas, że odbijany, ale Krzysiu nie za bardzo chciał się na to godzić. W końcu udawali, że się biją, a ja miałam z tego tylko polew. Zapytałam Czarka czy ze mną za tańczy, ale za bardzo się wstydził, więc Michał go musiał przekonywać xD. Tańczyliśmy przytulanego i muszę przyznać, że tańczyło mi się z nim najlepiej. Z innymi nie było źle, ale tamci bardziej się wygłupiali niż tańczyli. Na koniec Michał podziękował mi za tańce i pokazał policzek. Na to ja na żarty udawałam, że daje mu całusa, a on zrobił to na prawdę! Krzysiu stał przed nami i wszystko widział. Jaki był potem zazdrosny i gadaliśmy o tym całą drogę do pokoju ^^. Potem jeszcze przyszedł do naszego pokoju i staliśmy w kuchni.

    26 maja.
    Sylwia nie spała całą noc i mówiła, że gadałam przez sen o Krzyśku. A dokładniej było to tak:

    Ja: Co?
    Sylwia: Ale co, co?
    Ja: To nie do Ciebie, to do Krzyśka.
    Sylwia: Ale co?
    Ja: Krzysiek tu był… (i śpię dalej oO”)

    Rano zrobiliśmy ostatnie zakupy, a potem dokończyliśmy pakowanie i o 12 wyjechaliśmy z ośrodka. Kolejne 30 godzin jazdy, uch… W moich uszach przez kilka godzin brzmiała Leona Lewis, Britney i Avril co znacznie pomagało mi przetrwać drogę powrotną. Nie chcę się rozpisywać co do powrotu, bo miałam wtedy mieszane uczucia. Oczywiście największe korki oczywiście gdzie? Jadąc przez 5 krajów musiały akurat się przytrafić w Krakowie ^^. Jeszcze miasto przywitało nas deszczem który padał przez kilka kolejnych dni.

    Podsumowując, to notkę zaczęłam pisać w środę po przyjeździe, a kończę ją teraz w piątek wieczorem. Co innego czułam zaczynając ją, a co innego odczuwam teraz, gdy już po wszystkim ochłonęłam. Teraz jestem szczęśliwa, ze mogłam tam być i poznać tych ludzi, oraz przeżyć to wszystko. Codziennie jednak tęskniłam za domem, a szczególnie za moją mamą. Chciałam już wracać, iść na pola witkowickie, położyć się w moim wygodnym łóżku… Wolę nasz klimat, naszą roślinność, zmieniające się pory roku. Może to dziwne, ale dopiero będąc tam – w zupełnie innej strefie zaczęłam doceniać to gdzie mieszkam. U nas jest tak w sam raz. W lecie ciepło, w zimie zimno, a oprócz tego mamy częste w porównaniu do Grecji deszcze i inne rzeczy których tam brakuje. Co z tego, że nie mamy palm a ulicach? Ja wolę te zwykłe krzaki i drzewa iglaste ;) xD. Ogólnie to w Grecji tylko niektóre miasta są bardziej zaludnione, a w większości świeci pustkami, tak jak w tym w którym mieszkaliśmy. Kiedy przyjdzie czas siesty (a jest o codziennie przez 2 godziny) na ulicy nie ma żywej duszy. Wszyscy pozamykali się w swoich domach, sklepy są nieczynne itd… Podobał mi się ten kraj, nie mówię, że nie. Jednak gdybym miała wybrać, gdzie mam mieszkać to zostałabym tu gdzie jestem. Nie zniosłabym wiecznych upałów, to dla mnie za dużo.

    Kontakt z chłopakami z pokoju obok na szczęście się nie urwał. Wbrew naszym obawom podchodzą do nas na przerwach i gadamy normalnie. Dziś był dzień sportu i też dużo razem rozmawialiśmy. Potem poszłyśmy z Sylwią i Lewą zdawać wos i przede mną siedział Krzysiu. Udało mi się i mam 4 z wosu, choć łatwo nie było. Z chemii i biologi też! Nie mogę uwierzyć, że z tego pierwszego mi się udało. Jednak nauka przynosi efekty, szczególnie ta wielogodzinna. Jeszcze parę przedmiotów… Do poniedziałku trzeba mieć już wybrane wszystkie szkoły. Cieszę się z weekendu, bo w końcu sobie odpocznę i wszystko uporządkuję. Lubię Krzysia, a Sylwia Michała i to z wzajemnością :D. Chodziłyśmy dzisiaj po szkole po SM i okolicy i tylko o ich gadałyśmy. Potem zadzwonił do mnie. Jak miło było usłyszeć jego wesoły głos. Zapomniałam wtedy o otaczających mnie problemach. Przemku, który chce się spotkać i przyjaciółce, która nigdy nie ma czasu.

    Cóż… notka wyszła dosyć długa, ale długo mnie nie było więc chyba nie ma się co dziwić. Nie wiem czy napisałam wszystko co powinnam. Na pewno gdybym pisała systematycznie, byłoby tego więcej. W chronologii wydarzeń pomógł mi mój notesik, w którym zapisywałam najważniejsze fakty.

    Ps1: Maniurstwo może być zaraźliwe!
    Ps2: W domu zawsze najlepiej.
    Ps3: Zazdrość dobra na wszystko.
    Ps4: Życie jest piękne! – To zdanie widniało z tyłu na koszulce kucharza i towarzyszyło nam przy każdym posiłku. Ja wtedy odpowiadałam sobie w duchu „Przecież ja doskonale o tym wiem!”

    Przygotowania do podróży

    2

    Jutro wyjeżdżam, a na razie nie jestem jeszcze spakowana. Prawie cały dzień byłam na nogach. Rano pojechałam z mamą na zakupy, gdzie kupiłam sobie mnóstwo rzeczy, w tym stój kąpielowy. Gdy wróciłam to od razu pojechałam z Sylwią do galerii, bo brakowało nam jeszcze paru rzeczy. Kupiłyśmy sobie po fulcapie ^^. Nawet ja się skusiłam, bo nie miałam niczego na głowę, a ta czapka była damska, więc ok. Trochę mnie ciśnie, bo mam dużą głowę xD, ale mi się podoba. Potem spędziłyśmy jakieś 40 minut w Rossmanie, wybierając różne potrzebne kosmetyki. Na koniec okazało się, że wydałam na te wszystkie rzeczy ponad 50 zł. Wieczorem jeszcze poszłam z Sylwią do SM, żeby kupić coś do jedzenia na drogę i parę niezbędnych rzeczy. Po powrocie do domu czekała na mnie (dosyć bolesna jak się okazało) depilacja woskiem. Ałł ^^ . A teraz sobie siedzę przed laptopem oglądając Eurowizję i zastanawiam za co się zabrać na początku. Czeka mnie prasowanie, układanie, pakowanie… Sporo tego. Jutro o 10 wyjeżdżamy z pod szkoły i myślę, że będzie fajnie :).

    Wczoraj po obiedzie na stołówce, P.. na mnie zaczekał jednak i poszliśmy sobie do parku i na pola ^^ . Pogadaliśmy chwilkę… Napisał mi dziś, że będzie tęsknił i że może mi pomóc z walizkami xD, ale powiedziałam, że już mama ze mną idzie i nie trzeba.

    Dobra idę zrobić sobie kanapkę i zaczynam wszystko robić. Mam trochę wyrzuty sumienia, że tyle kasy idzie na ten mój wyjazd, ale na pewno będzie warto zobaczyć Akropol, Meteory i kąpać się w morzu Egejskim.

    Pozdrawiam Nacię i Anię :*:*:*
    Bay !